RSS

USOS i śliskie płytki

29 Sty

Rozpocznę od cytatu z blogu Marcina Zaroda:

Mam wrażenie, że o przewadze technicznej Niemiec, USA lub Japonii decyduje przede wszystkim fakt, że tam się takie rzeczy bada naukowo i poważnie o nich dyskutuje. U nas dyskusje o kształceniu technicznym nigdy nie wychodzą poza ogólniki lub bieżące mody. Mało kto patrzy na to jak na proces historyczny. Mało która uczelnia prowadzi np. badania nad tym jaka laborka pasuje do danego przedmiotu lub o tym jak projekty studenckie ewoluują w czasie. Chcę być jednym z tych, którzy to zmienią.

Cytat pochodzi z wpisu omawiającego plany czytelnicze autora bloga na najbliższy czas. Większość pozycji pochodzi z serii wydawniczej „Inside Technology” (miałem skromny udział w jej poleceniu). Brak analiz dotyczących splatania się zagadnień technicznych, społecznych, politycznych oraz kulturowych to wciąż wielka „dziura” w polskim systemie kształcenia (zarówno na poziomie uniwersyteckim, jak i na wcześniejszych etapach edukacji).

Zacznę od anegdoty. W ubiegłym tygodniu miałem wątpliwą przyjemność spacerować zaśnieżonym Nowym Światem w Warszawie, jest on wyłożony „wielkomiejskimi” płytami chodnikowymi. Wszystko byłoby świetnie, są one gładkie, wyglądają nieźle, wrażenie psuje mały szczegół: pokryte śniegiem są bardzo śliskie. Pokryte warstwą błota pośniegowego zmuszają do bardzo ostrożnego stąpania. Lepiej wędrować byłoby chodzić po asfalcie obok, nie dość że jest lepiej odśnieżony (samochody i interesy kierowców wygrywają z interesami pieszych) to lepiej „zachowuje” się, gdy jest pokryty śniegową mazią. Przed kilkoma sklepami, gdy płyty chodnikowe były starannie odśnieżone, dało się chodzić znośnie. Mam drobne pytanie, czy ktoś zrobił jakiekolwiek badania dotyczącego tego, jak zachowują się płytki zimą? Czy uwzględniono nakład pracy jakiego wymaga utrzymanie tego typu nawierzchni w sensownym stanie? Jakie są tego koszty. Oraz jak śliskie płytki wpłyną na użytkowanie tej części miasta, na obroty sklepów, frekwencje na wydarzeniach kulturalnych, obecność studentów/ek na zajęciach? Zwykłe, staromodne płytki chodnikowe (takie z cementu z duże ilością piasku) mimo, że są brzydsze, często krzywe, dużo lepiej „zachowują” się po pokryciu ich śniegową breją. Wygrały pewnie względy estetyczno-prestiżowo-„wielkomiejskie”. Paniczna nieświadoma ucieczka od prowincji, kończy się nieuświadamianym prowincjonalizmem w myśleniu i projektowaniu.

14909_476136009088568_635630946_n (3)

Podobnym problemem są kładzione wszędzie płytki z pozbruku, nie wiem dlaczego, ale też „zachowują” się zimą one dużo gorzej niż zwykły cement czy asfalt. Może są zbyt mało chropowate, a może zbyt grube przez co inaczej reagują na zmiany temperatury i dłużej pozostają pokryte cienką warstwą lodu (jeśli ktoś wie coś na ten temat, proszę o komentarz). Co gorsza, z uporem maniaka płytki pozbrukowe, są w Polsce ulubionym materiałem do pokrywania nawierzchni ścieżek rowerowych. Dzieję się tak pomimo protestów samych zainteresowanych (na przykład tutaj).

Dość o płytkach. Rozumiem, że splot interesów politycznych, ekonomicznych, ignorancji decydentów uniemożliwia przepływ wiedzy pomiędzy użytkownikami a nimi. Co więcej rozumiem tradycjonalistyczny opór przez obszernymi badaniami, które brałyby pod uwagę społeczne, kulturowe „otoczenie” technologii, nawet tak banalnej jak płytki chodnikowe.

Gorzej, kiedy z taką samą ignorancją mamy do czynienia na uniwersytetach. Ślepota na konsekwencje i współkonstytuowanie się momentów technicznego, politycznego, społecznego, kulturowego jest powszechna.

Najlepszym przykładem jest wprowadzanie systemu USOS (Uniwersytecki System Obsługi Studiów). Przystępnie przedstawia to Krzysztof Abriszewski, który poświęcił USOSowi szereg wystąpień konferencyjnych i tekstów:

Maciej Frąckowiak: Dlaczego „zbiorowość”? Czy termin „społeczeństwo” już nam nie wystarcza, aby życie społeczne zrozumieć, opisywać i zmieniać?
Krzysztof Abriszewski: „Zbiorowość” można traktować jako upgrade pojęcia społeczeństwo. „Społeczeństwo” jest pojęciem, które funkcjonuje w pewnym typie nauk społecznych – świat ludzki redukowany jest tu do wzorów, przekonań, postaw czy innych zjawisk, które nie są traktowane jako zmaterializowane czy ucieleśnione. „Zbiorowość” zwraca uwagę, że ten okres mamy już za sobą i zaczynamy patrzeć na wspólny świat w szerszej optyce, biorąc pod uwagę nie tylko ludzi czy całości w rodzaju grup, kategorii czy klas społecznych, ale również to, co jest poza-ludzkie, a w świecie zbiorowym działa, jak przedmioty czy technologie. Konsekwencje tej zmiany widać lepiej, kiedy przyjrzymy się chociażby wprowadzeniu na polskie uniwersytety USOS-a, czyli elektronicznego systemu służącemu administrowaniu uczelnią, zarządzaniu zapisywaniem się na zajęcia, wystawianiem ocen oraz komunikacją między studentami, wykładowcami i administracją. Zwróć uwagę, że o USOSie myślimy najczęściej jako o typie bazy danych, czy oprogramowania, które jest narzędziem mającym usprawnić funkcjonowanie określonej struktury administracyjnej, biurokratycznej. Mamy tu więc klasyczny podział: struktura biurokratyczna, która nas interesuje i narzędzie, które nas nie interesuje, bo jest narzędziem. W ramach tradycyjnego sposobu myślenia powiemy, że biurokracja jest sztywna, albo elastyczna, że jest odpowiednio przygotowana do przyjęcia nowego oprogramowania lub nie. Drugi sposób myślenia postrzegałby USOS nie jako całość, ale jako szereg elementów, które wplatamy w sieci, które już istniały. Zaczynamy wtedy zwracać uwagę, że ten zbiorowy świat jest inaczej przekształcany. Wprowadzanie do biurokracji USOS-a wymaga wcześniejszego stworzenia infrastruktury technicznej. Jest to trywialne, ale podciągnięcie kabli czy zamontowanie oprogramowania wymusza również choćby stworzenie kogoś, kogo nazywam agentami USOS-a, czyli lokalnych specjalistów, którzy na różnych poziomach uniwersytetu będą ten system obsługiwać. W efekcie, zmiana polega nie tylko na tym, że w obrębie starej biurokracji pojawia się nowe narzędzie, ale na przekształceniach struktury komunikacyjnej całej instytucji. Dla przykładu, sprawę, którą kiedyś trzeba było załatwić poprzez pionowy obieg dokumentów: z poziomu instytutu, poprzez władze wydziału, dalej do rektora i z powrotem, teraz można załatwić inaczej: bezpośrednim telefonem do agenta USOS-a, który poprzez połączenie z centrum USOS-a ową sprawę załatwia w zupełnie innym trybie, z pominięciem powyższych szczebli. Inny przykład: zanim wprowadzono USOS jako wykładowca mogłem stawiać inne wymagania wobec osób, które wybierały odmienną formę zaliczenia: kto chciał wpisać przedmiot jako zaliczenie z oceną, ten musiał przeczytać kilka książek, komu zależało na zaliczeniu bez oceny, temu wystarczyła obecność na wykładach. W połowie semestru pojawił się jednak USOS, który wymógł ujednolicenie sposobu oceniania. Wszystkie ustalenia pomiędzy mną a studentami spaliły więc na panewce, w efekcie czego jedni na tę samą ocenę zapracowali więcej niż drudzy.

Nie rozpisując się zanadto dołożę kilka obserwacji z trwającej właśnie sesji i implementacji systemu USOS na mojej uczelni. Chciałbym zwrócić szczególną uwagę na nieuwzględnione relacje władzy jakie wprowadzenie systemu generuje oraz na pracę która musi zostać wykonana aby ten system działał (warto pamiętać, że to praca, która nie jest dodatkowo wynagradzana). USOS działa w logice modernistycznej i technokratycznej, to znaczy, że koszty jego działania są eksternalizowane na innych i nieuwzględniane.

Poniżej przedstawię kilka luźnych obsewracji, mam nadzieję, że komentatorzy je uzupełnią:

1. USOS wprowadza nowe relacje władzy i zmienia łańcuchy podejmowania decyzji. Okazuje się, że kluczowymi dla funkcjonowania systemu są wspomniani przez K. Abriszewskiego „agenci USOS”. Na moim wydziale oznacza, to tyle, że wszystkie decyzje administracyjne „przechodzą” w sumie przez jedną osobę (zwaną przez studentów/tki „USOSmanem”).

2. USOS zmienia zasady oceniania, przykładowo, w tej sesji po raz pierwszy studenci/tki będą mogli mieć „powtórki” z zaliczeń. Dlaczego? Gdyż taka możliwość była w USOSie i kadra musi się dostosować. Próbując zachować resztki władzy „ludzkiej” zadecydowano, że „poprawka” taka jest możliwa po uzyskaniu zgody dyrektora dydaktycznego danego instytutu. Nie oszukujmy się jednak, podejrzewam, że w praktyce także ten ostatni szaniec humanizmu wkrótce runie.

3. USOS w złożony sposób renegocjuje stosunki władzy pomiędzy studentami/tkami a kadrą. Czasami bywa to na korzyść studentów/tek, czasami działa to na korzyść kadry. Przykładowo brak indeksów papierowych powoduje, że studenci/tki nie mają żadnych możliwości zweryfikowania otrzymanej oceny. Podczas wpisywania egzaminów próbując ratować resztki relacji zaufania, po wpisaniu oceny i jej „zapisaniu” (save) odwracam laptop pokazując wpisaną ocenę. Cóż z tego, jeżeli w razie mej złej woli, mógłbym taką ocenę później wyedytować.

4. Innym przykładem jest „automatyczne” wyznaczanie terminów egzaminu (i rejestracja). „Automatyczne” umieszczenie egzaminu USOS wymaga od mnie albo fizycznego (albo emailowego) kontaktu z przynajmniej dwoma osobami (agent USOS i osoba z administracji, która przydziela sale). Ponadto, rejestracja na egzaminy zmienia sens „wyboru”. Dotychczas traktowałem bardzo poważnie prawo studentów/tek do tego, że są wolni w wyborze terminu egzaminu (z dwóch podanych). Nie robiłem list wstępnych, znosiłem takie sytuacje, że na jeden z terminów przychodziło kilka osób a na drugi większa część danej grupy. Rejestracja elektroniczna może wpłynąć na „wolność” takiego wyboru.

5. Zastanawia mnie to, że nikt nie przedyskutował ze mną kosztów wprowadzenie tego systemu. Oceny często uzupełniam w domu, nie wiem dlaczego założono, że mam w nim dostęp do internetu. Owszem mam, ale opłacam go z prywatnych środków, nie wiem dlaczego mam używać go do administracyjnej pracy uniwersyteckiej. Ponadto na samej uczelni korzystam z prywatnego laptopa (z wifi) do administrowania USOSem. Egzaminy i wpisy odbywam w różnych salach, często poza własnym gabinetem, bez własnego netbooka, musiałbym oceny wpisywać do notesów, zeszytów i przepisywać je do systemu. Ponadto pokój służbowy współdzielę z kilkoma innymi osobami, przypada na nas jeden komputer z internetem. Ciekawe jak mamy uniknąć „korków” podczas sesji. Znam pokoje, nieliczne co prawda, w których wykładowcy nie mają wcale dostępu do komputera z internetem.

6. Płynnie przejść możemy do kolejnego problemu – infrastruktury. Założyłem w poprzednim punkcie, że wifi na uczelni działa sprawnie (edurom).  Cóż jednak stanie się z sesją w razie awarii ogólnouczelnianej sieci bezprzewodowej? Wrócimy do karteluszek, notesów i wprowadzania wieczorami ocen w domu? Czy oprócz netbooka powinienem nosić ze sobą modem GSM i oczywiście sam opłacić koszty połączeń.

7. Kulturowy status indeksu papierowego został zlekceważony zupełnie przez reformatorów. Pomijam jego status jako dokumentu, który mógł służyć za jeden z dodaktowych sposobów weryfikacji wpisanych ocen. Indeks miał tą zaletę, że pomagał konstruować tożsamość studenta/tki. Dawał wgląd w wybrane przedmioty, pokazywał historię edukacyjną. Rezygnacja na rzecz zewnętrznego systemu USOS może przyczyniać się do czegoś co w kontekście późnokapitalistycznych stosunków pracy Sennett nazywał „korozją charakteru„. Indeks był pewną stałą, wobec której można było tworzyć mikro narrację tożsamościową. Jego brak może utrudniać utożsamianie się z procesem edukacji, utrudniać wytworzenie poczucia ciągłości. Indeksy były wplecione w pewien zespól rytuałów społecznych, które zostaną zniszczone. Pewnie nie były one na dzisiejszych uczelniach ogniskiem takich rytuałów jak dawniej, ale wciąż nikt nie zapytał o kulturowe oraz psychologiczne, tożsamościowe koszty ich utraty. Warto tu przez analogię pomyśleć o tym co kulturowo zniknęło z polskiej kultury (szczególnie prowincjonalnej) wraz z kresem obowiązkowego poboru do wojska. Nie oznacza to automatycznie chęci powrotu do pewnych rytuałów, na przykład słynnej „fali”. Oddajmy głos Michałowi Witkowskiemu:

Ileż scen filmowych (chociażby z Kondratiuka) stanie się niezrozumiałych  dla przyszłych pokoleń? Co dla nich będzie znaczyła fraza „kumpel z woja”?  Ogląda sobie taki rocznik dwutysięczny czy roczniczka dziewięćdziesiąta „Czy  jest tu panna na wydaniu?” Kondratiuka i nagle (a jakże!)  w pociągu spotyka się dwóch kumpli z wojska. Co oni z tego  zrozumieją? Albo naznaczoną operową koturnowością tragedię dziewczyny, której  chłopaka biorą do wojska, a co za tym idzie, cały repertuar gestów, np.  pokazywanie koleżankom zdjęcia chłopaka, który jest w wojsku, chodzenie  z kompotem pod koszary, gdy jest przepustka… Nic nie zrozumieją. Jeśli  nigdy nie było się kotem, nie zgłaszało „na ochotnika”, jeśli się nie tańczyło  na pokazie mody… Jeśli się nie jadło najgorszej rzeczy świata, czyli „chleba  z puszki”.

8. (edit) Jeszcze jeden drobiazg, sprawdzanie tożsamości studenta/tki. Kiedyś służył do tego indeks, dziś powinniśmy legitymować egzaminowanych. Z punktu widzenia wykonanej pracy USOS jej nie zmniejszył.

Czy doczekamy choćby się felietonu zatytułowanego „Ostatni indeks”?

indeks

Mógłbym wymieniać jeszcze inne, mniej lub bardziej oczywiste konsekwencje wprowadzania systemu USOS. Jeżeli podczas trwania sesji natknę się na jakieś szczególnie frapujące, dopiszę je do tej notki.

Celem notki nie jest neoluddystyczny, technofobiczny sprzeciw wobec USOSa. Pewne aspekty jego funkcjonowania, moim zdaniem, przyczyniają się do „polepszenia” procesu studiowania. Ciekawe są też niektóre aspekty renegocjacji pozycji władzy pomiędzy studentami/tkami a kadrą. Przeraża mnie kompletny brak demokratyczności jaki cechował proces wprowadzania tego systemu. Brak negocjacji w przypadku socjalizacji danej technologii powoduje, że skazani jesteśmy na ślepy przymus. Brnąć musimy po śliskich płytkach USOSa, bo nikt nigdy nie zapytał, o to, jak będzie się on zachowywał podczas „opadów śniegu”.

Na koniec śniąc o demokratyzacji nauki i techniki, także w ramach demokratyzowania uniwersytetów i procesów wytwarzania na nich wiedzy oddam głos ponownie Krzysztofowi Abriszewskiemu:

MF: Co zrobić, żeby tego uniknąć? Zapewnić rzeczom, które urastają w tej perspektywie do roli najbardziej marginalizowanego aktora społecznego, rzecznictwo; rozciągnąć demokrację na rzeczy? Brzmi ponętnie, ale jak by to wyglądało w praktyce: wyobrażasz sobie konsultacje społeczne, czy raczej „zbiorowe”, z udziałem technologii?
KA: Zacznijmy od wersji idealnej – demokratyzujemy zmianę techniczną, czyli przed jej wprowadzeniem organizujemy dyskusję. Oczywiście zawsze jest tak, że cały szereg różnych zmian jest trudno przewidywalny, czyli nie do końca wiemy, co wprowadzenie USOS-a spowoduje. Teoretycznie jednak zawsze jest taka możliwość, żeby zatrudnić fachowców, którzy się zajmą badaniem USOS-a, i przejdą, na przykład, z teorii mediów, próbując aplikować swoją wiedzę do tego, co USOS może spowodować. Potem gromadzimy tych różnych ekspertów razem i dyskutujemy na temat tego, co dany element w naszym zbiorowym świecie może zrobić, a następnie decydujemy czy go wprowadzić, czy nie. Wersja druga to wersja etnograficzna, realizowana w sytuacji, w której zmiana już się odbywa, a my jedynie możemy ją obserwować. Tradycyjnie badalibyśmy ludzi: zmiany i wytwarzanie się nowych grup, zmiany kanałów komunikacji, przyzwyczajeń i tym podobne. Natomiast kiedy zaczynamy USOS-a badać w trybie etnograficznym, w bliskim mi duchu studiów nad nauką i technologią, to nie jest tak, że porzucamy te pytania, ale się do nich nie ograniczamy. Jeżeli konieczne okaże się wejście do USOS-a na poziom techniczny i zaobserwowanie, w jaki sposób konkretne rozwiązania materialne powodują zmiany w owych sposobach grupowania się ludzi, to trzeba to zrobić. Różnica pomiędzy tymi perspektywami polega więc na tym, że myślenie tradycyjne traktuje technologię jako zmienną niezależną, którą się nie interesujemy bo jest sztywna, gdy tymczasem w perspektywie etnograficznej to, co techniczne czy materialne, jest tak samo elastyczne, jak to, co społeczne. Co istotne, dzięki zanurzeniu się w te zmiany techniczne i przekształcenia, które się przy ich udziale dokonują, możemy przewidzieć jakiego rodzaju problemy pojawią się przy wprowadzeniu kolejnych wersji USOS-a, albo innego, podobnego oprogramowania.
MF: Skutek procedur, o których mówisz byłby też taki, że ich wprowadzenie dramatycznie spowolniłoby jakąkolwiek zmianę w świecie zbiorowym.
KA: Nie sposób po prostu zapomnieć o potrzebie włączania rzeczy w konsultacje, ponieważ za chwilę będziemy musieli sobie radzić z anomaliami, które dziś są dla nas nieprzewidywalne. Jedynym sensownym sposobem byłoby zatem wprowadzenie procedur, o których mowa wyżej na skalę globalną. Krótko mówiąc, wyhamowujemy tempo zmian, ale wszyscy naraz, bo w momencie kiedy wyhamujemy my, a ktoś inny nie, to pojawia się rozziew w walce o zasoby

a024a132798836d65e01d26ed1e62d43_original

Andrzej „Fronesis”

Reklamy
 
53 komentarze

Opublikował/a w dniu Styczeń 29, 2013 w badania w toku, krytyka

 

Tagi: , , , , ,

53 responses to “USOS i śliskie płytki

  1. fronesis

    Styczeń 29, 2013 at 1:30 pm

    Reblogged this on Fronesis.

     
  2. Ezechiel

    Styczeń 29, 2013 at 2:51 pm

    Zgadzam się z diagnozą (brak badań weryfikujących kontekst społeczny zmian technicznych), ale mam wątpliwości co do opinii człowieka z wywiadu.

    Żadna zmiana nie istnieje w próżni (przed płytkami i USOS były inne systemy, po nich też jakieś będą). Mało która zmiana jest punktowa i jednorazowa (USOS to proces, podobnie jak wymiana nawierzchni ulic).

    Dla mnie podstawowym wymogiem nowoczesności jest wypracowanie narzędzi weryfikacji i włączania w tą nowoczesność. Bez tego mamy co najwyżej „kolonizowanie techniką” a nie partycypację.

    Na początku wypracowanie narzędzi trochę trwa (siedzę w konsultacjach społecznych edu, więc wiem jak wiele jest uwarunkowań), ale potem daje to niesamowitą skuteczność we wdrażaniu systemów. Niestety bolączką MEN i MNiSW jest przynoszenie pomysłów w teczkach, bez pracy nad ich lokalizacją ani bez dyskusji o ich przydatności.

    Powiem więcej: Bez tych bezpieczników partycypacyjnych, łatwo wpakować się w projekty techniczne, które zżerają zbyt wiele zasobów i uwierzyć w cudowny gadżet (tablice interaktywne, USOS, testy edukacyjne, parametryzację nauki), który rozwiąże wszystkie problemy.

     
    • fronesis

      Styczeń 29, 2013 at 2:57 pm

      @Ezechiel
      Ale do których uwag z wywiadu, bo bez zacytowania to niejasne.
      „Proces vs zmiana punktowa”
      Oczywiście, to jest kluczowy problem, traktowanie techniki jak „zaczarowanego ołówka” ze słynnej kreskówki. Wiara w tablice czy usos bez myślenia o socjalizacji takich narzędzi, kończy się jak budowanie wiaduktów nad nieistniejącymi drogami.
      p.s. jak masz jakąś własną usosową obserwację to wrzuć do komentarza.

       
      • Ezechiel

        Styczeń 29, 2013 at 3:24 pm

        @ Fronesis

        „p.s. jak masz jakąś własną usosową obserwację to wrzuć do komentarza.”

        PANy nie mają studentów, a na moich studiach nie załapałem się na USOS.

        „Ale do których uwag z wywiadu, bo bez zacytowania to niejasne.”

        Drugi przytoczony fragment, konkretnie diagnoza o spowolnieniu zmian. IMHO socjalizacja zmiany zwiększa tempo jej wprowadzenia. Dlatego duże zmiany powinny być negocjowane z pracownikami, bez tego każde narzędzie przyjmuje się wolniej.

         
  3. janekr

    Styczeń 29, 2013 at 7:04 pm

    Czy mogę się nie zgodzić? Mogę?

    Z mojego ciasno technokratycznego punktu widzenia jest oczywiste, że płytki chodnikowe śliskie w zimie są niepoprawne techniczne i tyle. Położyć lepsze.
    Po co tu badać kontekst kulturowy? To jakby badać straty kulturowe wynikające z użycia w restauracji tępych noży, zamiast je po prostu naostrzyć.

    Ale tak naprawdę chciałbym o USOSie. Pozwolę sobie zdjąć przyłbicę – wiem o tym systemie co nieco i widzę, że na jakimś etapie wdrażania systemu na Twojej uczelni popełniono fundamentalne błędy.
    Możesz oczywiście twierdzić, że gdyby nie USOS, to nie byłoby do takich błędów okazji, ale się nie zgodzę – problemy musiałyby jakoś wychynąć.

    W skrócie: USOS jest narzędziem. Bardzo użytecznym i niewiarygodnie elastycznym. Uczelnie mogą wdrożyć w zasadzie dowolny jego fragment w dowolny sposób. I robią to. O tak, robią.
    Na ogół po dogłębnym przemyśleniu i analizie potrzeb, czasem może zbyt pochopnie?
    I zgadzam się, że wdrożeniowiec USOSa jest jak prąd elektryczny: dobry sługa, zły pan.

    A teraz naprostuję pewne nieścisłości:

    „kto chciał wpisać przedmiot jako zaliczenie z oceną, ten musiał przeczytać kilka książek, komu zależało na zaliczeniu bez oceny, temu wystarczyła obecność na wykładach. W połowie semestru pojawił się jednak USOS, który wymógł ujednolicenie sposobu oceniania”

    USOS *oczywiście* oferuje skalę ocen nazwaną „ocena lub zaliczenie”.

    „będą mogli mieć “powtórki” z zaliczeń. Dlaczego? Gdyż taka możliwość była w USOSie i kadra musi się dostosować.”

    Nic nie rozumiem. Owszem, w USOS *można* zdefiniować terminy poprawkowe dla zaliczeń, ale *można* ich nie definiować – wszystko zależy od… no właśnie, kto podjął tę decyzję? Jeśli Rektor lub Dziekan, to przecież mógł to zrobić już wcześniej, bez USOSa? Czy może chcesz powiedzieć, że nikt takiej decyzji nie podjął, samo się kliknęło?

    ” brak indeksów papierowych”

    USOS umożliwia rezygnację z indeksów papierowych, ale wcale tego nie wymusza. Moim zdaniem to bardzo odważna decyzja była… znów no właśnie, czyja? Jeśli powiesz, że nie Rektora, nie Dziekana a po prostu usosmana, to się załamię.

    „brak indeksów papierowych powoduje, że studenci/tki nie mają żadnych możliwości zweryfikowania otrzymanej oceny.”
    Dlatego uważam decyzję o likwidacji indeksów za odważną. Ale co stoi na przeszkodzie wpisywaniu studentowi oceny… gdziekolwiek?
    Zresztą – z pewnym opóźnieniem, ale przed rozliczeniem sesji student może sprawdzić swoje oceny w systemie USOSweb.
    Pragnę również ze smutkiem stwierdzić, że ten medal ma drugą stronę – rzadko, ale spotykaliśmy się z niewiarygodnie smutnymi przypadkami fałszowania wpisów w indeksach przez studentów.

    Przykład z wojskiem mnie lekko zmroził – owszem, eliminacja każdego złego zjawiska społecznego wpływa na zanik różnych uwarunkować kulturowych. No wpływa.
    Pomyśl, ile kontekstu kulturowego przepadło po wprowadzeniu ślubów cywilnych. A ile było zabawy w II RP, gdy chcąc uzyskać rozwód trzeba było zmienić wyznanie.
    Przecież nie żałujesz?

     
  4. Boni

    Styczeń 29, 2013 at 9:09 pm

    Na pociechę powiem wam, że do „przynoszenia w teczce” rozwiązań, braku nie to, że demokracji (bo skąd), ale elementarnych konsultacji i dialogu, voluntalku, dokładania zadań bez dokładania zasobów, itd itd jak w przemyśle czy korpo, to jeszcze i tak sporo wam brakuje… jak od dziekana w górę każdy będzie miał MBA czy podobne ukąszenie, wtedy dopiero, zaprawdę, powiadam wam, poznacie, co to jest upór i arogancka ignorancja decydentów i wdrażanie pomysłów zassanych z sufitu.

    Trochę w związku z powyższym, nie wiem czy w tym kontekście rzucanie „technokracją” jest słusznie i zasadne. Znaczy, wiem, to jest popularna obelga lżejszego kalibru, jak lewactwo czy inne katolstwo, ale jednak – wprowadzanie pomysłów z czapy, bo wujka Jaśka szwagra brat ma wytwórnię kostki brukowej, albo bo firma X zaprezentowała i wmówiła wiceministrowi-ignorantowi czy komu tam, jakiś system informatyczny dla uczelni – to nie jest nawet pobliże technokracji. Jak zresztą większość tego, co się przezywa „technokracją”.

     
    • fronesis

      Styczeń 30, 2013 at 1:29 pm

      @Boni
      „Technokracja”
      Problem polega na tym, że podobnie jak łatwo rzucać tym terminem jak obelgą, podobnie łatwo rzucać hasła typu: kumoterstwo, korupcja. Cały problem to jak równocześnie i symetrycznie analizować na obu polach. To znaczy analizować „czysto” ludzkie interesy stojące na przykład za ustawionym przetargiem ale równocześnie analizować „techniczne, pozaludzkie” działanie danych artefaktów technicznych. Może się okazać, że w wyniku kumoterskiego przetargu wygra coś, co technicznie zaskoczy całkiem nieźle, może być odwrotnie aspekt :”ludzki” był ok, ale nie uwzględniono samej dynamiki narzędzia.
      Moja znajoma z USA pisze doktorat z STS o leczeniu zaćmy w znajomych Ci Indiach, analizuje właśnie takie sploty techniczno-medyczno-kulturowe. Pokazuje pewne w sumie oczywistości, typu: stare techniki medyczne, choć nie tak skuteczne jak współczesne działają lepiej w regionach „daleko od szosy”. Janekr pewnie instalował by sprzęt elektroniczny w regionach o częstych awariach prądu, albo rozdawał instrukcje obsługi niepiśmiennym, w końcu co go obchodzi socjalizacja narzędzia.
      BTW anegdota o buncie Sipajów głosi, że jednym z punktów zapalnych było rozdanie naboi w których torebki na proch (rozrywane zębami przy wsypywaniu do lufy) były nasączane tłuszczem zwierzęcym. Co oczywiście było problemem w Indiach. Nie wiem czy jest prawdziwa, ale ładnie pokazuje dlaczego trzeba etnograficznie badać działanie systemów technocznych.

       
      • janekr

        Styczeń 30, 2013 at 8:38 pm

        „Janekr pewnie instalował by sprzęt elektroniczny w regionach o częstych awariach prądu, albo rozdawał instrukcje obsługi niepiśmiennym, w końcu co go obchodzi socjalizacja narzędzia.”

        Ciężko i całkowicie bezpodstawnie mnie obrażasz.
        Jest oczywiste, że narzędzie ma być dobrane do infrastruktury przede wszystkim technicznej, a także kulturowej.
        Ale co to ma wspólnego z USOSem?

        Metauwaga – wątkowanie jest bez sensu. Odpowiadam dopiero teraz, bo naiwnie zaglądałem na koniec – nie wiedziałem, że nowe treści potrafią pojawić się w środku…

         
  5. strukturywiedzy

    Styczeń 29, 2013 at 9:38 pm

    To wywołany już dopowiadam miejsca niejasne:
    @ Ezechiel
    1. „Żadna zmiana nie istnieje w próżni (przed płytkami i USOS były inne systemy, po nich też jakieś będą)”
    Tak. Rozpowszechnionym oprogramowaniem w dziekanatach był Works. Jednakże w praktyce, operowano na papierach, usos to operowanie miał w znacznej mierze zlikwidować (lub ograniczyć). I właśnie to przejście między mediami wygenerowało szereg nieprzewidzianych konsekwencji (zwłaszcza jeśli popatrzyć na zmianę szerzej, z perspektywy przynajmniej wydziału, albo całej uczelni).

    2. „socjalizacja zmiany zwiększa tempo jej wprowadzenia”
    Być może w dłuższej perspektywie. W krótszej jest tak, że rektor już życzy sobie kupienia usosa i już wprowadzenia ( w badanym przypadku argumentowano, że skoro uczelnia i tak płaci, to trzeba jak najszybciej z tego korzystać, dlatego wiele elementów wprowadzano w biegu, w trakcie roku). Z drugiej strony, zebranie i rozpoznanie zainteresowanych podmiotów trwa, konsultacje zajmą kawałek czasu, a ćwiczebny rozruch zje rok lub dwa (żeby różne procesy prześledzić). W tym sensie wolniej.

    @janekr
    1. Jeden z problemów z usosem polegał na różnicy w wyobrażaniu sobie czym jest i faktycznym jego społecznym sposobie funkcjonowania. To m.in. jeden z powodów, dla których uznałem, że rozpowszechniony paradygmat narzędziowy zupełnie nie gra przy badaniu usosa. A dokładniej: wprowadzaniu usosa. Myślę, że po jego ustabilizowaniu się paradygmat narzędziowy będzie ładnie opisywał jego funkcjonowanie.

    2. „Bardzo użytecznym i niewiarygodnie elastycznym. Uczelnie mogą wdrożyć w zasadzie dowolny jego fragment w dowolny sposób.”

    Nie mam najmniejszych wątpliwości co do elastyczności samego usosa. Ale moje etnograficzne dociekania (czyli badanie jak jest w świecie ludzi, którzy dostali do ręki usosa) pokazały, że poszukiwanie i rozpoznawanie zakresów tej elastyczności to pogmatwana zabawa. Np. w jednym z badanych przypadków wykładowcy irytowali się na ogranicznik znaków w polu „opis przedmiotu”, bo nie mieściły im się listy lektur. Więc szły petycje do dziekana i wyżej. Jednakże zwrotna odpowiedź, która przyszła była taka „nie da się nic zrobić”. Głupia sprawa, bo każdy widział, że się da (teoretycznie). Jednakże koniec końców, rozwiązaniem nieformalnym, a powszechnym stało się przycinanie list i dawanie ich studentom pozausosowo. To tylko jeden z przykładów.
    Proszę pamiętać, tu nie chodzi po prostu o elastyczność samego usosa, a o przecięcie się elastyczności usosa i uczelni go wdrażającej.

    3. „W połowie semestru pojawił się jednak USOS, który wymógł ujednolicenie sposobu oceniania. USOS *oczywiście* oferuje skalę ocen nazwaną “ocena lub zaliczenie””

    Rzecz trochę w czym innym niż wybór ocena/zal bez oceny. Obowiązujący w tym przypadku wcześniej system dawał studentowi możliwość wyboru formy zaliczenia, a co za tym idzie ilości punktów ECTS. Co odzwierciedlało się w właśnie w formule zaliczenia (egzamin, zal i ocena, zal bez oceny). USOS został wprowadzony w środku roku. I okazało się, że nie daje możliwości zróżnicowania punktów ECTS w ramach jednego przedmiotu [i to chyba na poziomie ogólnej definicji przedmiotu, a nie na poziomie cyklu] (zdaje się, że teraz jest to możliwe przy podpinaniu pod różne programy studiów), mimo możliwości różnicowania zal/ocena. Wiem, że wokół tego trwały intensywne negocjacje, bo sprawa była dramatyczna. I ostateczna decyzja władz tej jednostki (które dowiedziały się, znów, podobnie jak wyżej, że uczelnia nie ma uprawnień, by manipulować w USOS-ie w tym zakresie) też była dramatyczna, bo naruszała obowiązujące prawo: zrównanie punktów ECTS (w górę, by nie było stratnych) i naruszenie zróżnicowania form zaliczania.
    Jeden z kłopotów z elastycznością całego tego układu: uczelnia, technicy usos etc., polegał na tym, że zmiany szły znacznie wolniej niż tego potrzebowano.

    4. „samo się kliknęło”
    Niestety, coś w rodzaju takiego przykładu też mam. I z podejmowaniem decyzji też okazuje się, że sprawa jest skomplikowana: instytucja, w której puszczono w ruch zmianę wprowadzając usosa zaczyna niejako sama wytwarzać sytuacje nieplanowane i nieprzewidziane przez nikogo (trochę jak z plotką, albo zabawą w głuchy telefon).
    Ale oczywiście, nie było tak z indeksami. Tutaj zadziałała prosta kalkulacja: mamy cyfrowo, to nie chcemy papierowo”.

    5. „Dlatego uważam decyzję o likwidacji indeksów za odważną. Ale co stoi na przeszkodzie wpisywaniu studentowi oceny… gdziekolwiek?”
    Indeks miał moc prawną. Podobnie jak karty egzaminacyjne. Podobnie jak listy egzaminacyjne. Trzy względnie niezależne źródła, bo wymagały trzech osobnych interwencji długopisowych. Przy usosie, karty egzaminacyjne i listy są drukowane z niego, czyli jest wąskie gardło – jeden moment wprowadzenia oceny do systemu. Dlatego właśnie pomyłka tutaj może być tak kłopotliwa. Student nie ma własnego, niezależnego zabezpieczenia i w sytuacjach problemowych/konfliktowych (pomyłka, wykładowca zapomniał wpisać etc.) jest jego słowo przeciw słowu wykładowcy. Mogą oczywiście istnieć jakieś prywatne papiery, ale nie są one dokumentami.
    I gwoli ścisłości: student może zażyczyć sobie posiadania indeksu papierowego, jeśli wystąpi z takim podaniem i za to zapłaci. Nie wiem ile to kosztuje, i nie wiem, ile osób wie o tej możliwości.

    I tak konkludując: nie piszę w duchu „przeciw usosowi”. Interesuje mnie co się dzieje, kiedy do w miarę stabilnie działającej instytucji wprowadzi się zmianę techniczną (czy zmianę medium) na taka skalę. Właśnie sam ten proces zmiany (trwający dobrych kilka lat). I piekielnie interesujący!
    Widzę, że muszę jednak chyba coś więcej o tym napisać, bo bez dokładnego omówienia przykładów łatwo o różne nieporozumienia albo przekłamania.

     
  6. xyz

    Styczeń 29, 2013 at 10:12 pm

    Na większości wydziałów na UW – gdzie USOS działa już od wielu lat – nadal funkcjonują karty egzaminacyjne (a już nieco rzadziej również indeksy) do których ocena jest wpisywana przez egzaminującego a nie drukowana z USOSa i jest traktowana jako dokument. Także to również jest kwestia do ustalenia.

     
    • Krzysztof

      Styczeń 29, 2013 at 10:29 pm

      Tak, są różne rozwiązania szczegółowe. Znam przykład uczelni, gdzie usos został całkowicie wprowadzony w ok. 80% wydziałów, a na pozostałych 20% (plus minus) wcale. Pierwsi są w szoku jak stykają się z drugimi (np. przy gościnnym prowadzeniu zajęć i załatwianiu jakiejkolwiek biurokracji), drudzy pukają się w czoło jak słyszą co mówią pierwsi. Pierwsi drukują karty obciążeń zajęciami z usosa i po herbacie, drudzy robią je na piechotę i potrzebują całej serii osobnych potwierdzeń jak robią coś poza swoim wydziałem. Itd.

       
  7. inspektor Kot

    Styczeń 30, 2013 at 12:31 am

    „Kulturowy status indeksu papierowego został zlekceważony zupełnie przez reformatorów. Pomijam jego status jako dokumentu, który mógł służyć za jeden z dodaktowych sposobów weryfikacji wpisanych ocen. Indeks miał tą zaletę, że pomagał konstruować tożsamość studenta/tki. Dawał wgląd w wybrane przedmioty, pokazywał historię edukacyjną. ”

    Nie rozumiem kompletnie fetyszyzowania indeksu. Na studiach z pasją nienawidziłem tej debilnej zielonej książeczki. M.in. dlatego, że mieliśmy jednocześnie USOS, indeksy, i karty egzaminacyjne. Gdyby administracja była czysto papierowa, pewnie nie zastanawiałbym się nad tym. Ale z każdą sesją uderzał mnie bezsens prowadzenia naraz buchalterii elektronicznej i papierowej – skoro jest jedna, to po co druga? Fakt faktem, że były to pierwsze lata USOSa, więc utrzymanie indeksów było zabezpieczeniem „w razie jak się rypnie”.

    Ale przecież indeks to same straty. Nikt mi nie zwróci godzin stania po wpis (100-200 studentów na wykładowcę, trzeba było swoje odczekać). Do tego stres, kiedy się okazywało, że brakuje jakiegoś podpisu na karcie, choć jest w indeksie, albo gdy wykładowca się walnął, i w USOSie była inna ocena niż w papierach. A to tylko straty od strony studenta – jeśli policzyć do kupy godziny stawiania autografów przez wykładowców, i godziny pracy koordynatorów odpowiedzialnych za sprawdzanie kompletności wpisów i dawanie „wizy” na następny rok, tylko na UW wyjdą tysiące godzin jałowej, tak naprawdę psu na budę nie potrzebnej umysłowej harówki.

    No i oczywiście przypadki, kiedy taki pamiętniczek komuś się zgubi – wtedy jest kompletny meksyk.

    W czasie tej fazy biurokracji dualnej USOS tylko zwiększył nakład pracy wykładowców – robili to, co od lat, plus jeszcze musieli się babrać z wpisywaniem ocen do systemu. Last time i checked faza dualna ciągle trwa na wielu wydziałach UW.

    Tradycja? Głęboko mam taką tradycję.

    Dzieci nie zrozumieją filmów? No normalnie płacz i zgrzytanie zębów.

    Dodatkowa weryfikacja? Jak robię przelew w banku internetowym jakoś nie martwię się, że nie mam papierowego potwierdzenia – system jest po prostu zorganizowany w sposób bezpieczny. Da się.

    Tożsamość egzaminowanego? A o legitymacjach i dowodach słyszeliśta?

    Historia? A co egzaminatora obchodzi historia studiów? Bo jeśli ma jakiś wpływ na ocenę, to skandal.

     
    • fronesis

      Styczeń 30, 2013 at 3:34 pm

      @Inpektor Kot
      Historia może być ważna dla studenta/tki, sprawa tożsamościowa, oczywiście nie dal egzaminatora/rki.
      Tożsamość, kiedyś była z automatu, indeks od razu był potwierdzeniem tożsamości, teraz to osobna procedura, osobna praca. Gwarantuje, brak automatyzmu (jak w przypadku indeksu) szybko zaowocuje kłopotami. Ja myślę o realnie działających ludziach i procesach, nie o racjonalnych, idealnych ich modelach.

       
  8. janekr

    Styczeń 30, 2013 at 8:52 am

    „Np. w jednym z badanych przypadków wykładowcy irytowali się na ogranicznik znaków w polu “opis przedmiotu”, bo nie mieściły im się listy lektur. Więc szły petycje do dziekana i wyżej. Jednakże zwrotna odpowiedź, która przyszła była taka “nie da się nic zrobić”. Głupia sprawa, bo każdy widział, że się da (teoretycznie). Jednakże koniec końców, rozwiązaniem nieformalnym, a powszechnym stało się przycinanie list i dawanie ich studentom pozausosowo. To tylko jeden z przykładów.”

    Jest sprawą dyskusyjną, czy USOS jest miejscem, w którym ma być WSZYSTKO (aż do kopii wszystkich obowiązujących lektur włącznie…) W obecnej wersji USOS z każdym przedmiotem (a także z przedmiotem cyklu!) związane jest dodatkowe pole o nazwie „Literatura”. Owszem, limitowane – do 32000 znaków i tego już nie da się ruszyć. Ale można zadeklarować dowolną liczbę atrybutów dodatkowych, chociażby „Literatura 2” etc.

    @przedmiot o różnej liczbie punktów ECTS.
    Tak, u nas też występuje ten problem i można go rozwiązać. Trochę sztucznie, ale można.

    „rozpowszechniony paradygmat narzędziowy zupełnie nie gra przy badaniu usosa”

    Jajako technokrata uważam, że BADANIE usosa (czy dowolnego innego narzędzia) jest absurdalne i zbędne. Narzędzie ma rozwiązywać problemy i ułatwiać życie. Kropka.

    „moc prawna indeksu”
    No to jest to problem prawno-decyzyjny, nie techniczny.
    Jeśli faktycznie są problemy, to cała odpowiedzialność leży po stronie tych, co podjęli decyzję o likwidacji dokumentu mającego moc prawną i nie zaproponowali odpowiednio wiążących procedur.

    „Interesuje mnie co się dzieje, kiedy do w miarę stabilnie działającej instytucji wprowadzi się zmianę techniczną (czy zmianę medium) na taka skalę.”

    Gdyby instytucja działała stabilnie, nie byłoby potrzeby wprowadzania zmian.

    @boni
    +1000

    @technikalia
    Dlaczego w tym okienku przy wprowadzaniu niektórych polskich liter z klawiatury programisty przy prawy Alt dodawana jest tylda? Np. ~ą~ł~ó~ź

     
  9. Tenar

    Styczeń 30, 2013 at 10:24 am

    Na WPiA UW przez całe moje studia funkcjonował równolegle USOS i indeksy/karty egzaminacyjne. Nie darłabym szat, że do wpisów ustawiało się po 100 – 200 osób (przede wszystkim wpisy z ćwiczeń dostawaliśmy na ostatnich zajęciach, a wpisów z wykładów nie było). I akurat ten dualistyczny system sprawdził się w moim przypadku dwukrotnie – konflikt między wpisem w indeksie a USOSie został rozstrzygnięty na korzyść indeksu.
    Tak naprawdę USOS istniał w życiu studenckim tylko podczas rejestracji na egzaminy i rejestracji na zajęcia (układanie planu). Z jednej strony, biorąc pod uwagę ilość studentów na wydziale, możliwość elektronicznej rejestracji okazała się boska. Natomiast gorzej z wykonaniem, gdyż USOS nie wytrzymywał obciążenia podczas rejestracji. Co do planów – moje, dostosowywane do pracy zawodowej – zawsze przechodziły, ale powszechny był lament po niesprawiedliwych decyzjach usosowych i długie kolejki do dziekanatu w celu jego modyfikacji.

     
    • fronesis

      Styczeń 30, 2013 at 1:19 pm

      @Tenar
      Ja wiem, że USOS usprawnia, ale w moim przypadku zrujnował on moje seminaria licencjackie. Kiedyś robiłem „casting”, tzn. zapełniałem te 12 miejsc na seminarium (nieraz nawet 20) na podstawie rozmowy o preferowanych tematach, wymuszałem przyniesienie mi jakiegoś, choć szczątkowego spisu treści, konspektu, jasno określałem moje preferencje tematyczne. Po wprowadzeniu elektronicznej rejestracji wszystko przepadło, wpisali się Ci, którzy mieli „szybsze palce”. Nie mogłem ich wyrzucać z seminarium, bo przecież byli zarejestrowani, przypadkowi ludzie, przypadkowe tematy, przypadkowe prace. Oczywiście wszyscy się obronili, niektórzy nieźle, tylko mam pytanie kto mi zapłaci (i im) za dodatkową pracę. Kto poniesie odpowiedzialność za to, że nie powstały świetnie prace (takie w których byłbym lepiej dopasowany z uczestnikami seminarium)? Ja wiem, że wszystko można, płytki na Nowym Świecie są ładniejsze, latem się po nich świetnie chodzi, jeździ wózkiem, pytanie tylko kto płaci za skręcone nogi i pracę dodatkową przy oczyszczaniu.
      BTW a zinterpretujesz tego typu memy pojawiające się w sieci: http://qmkwatson.blox.pl/tagi_b/13969/usos.html

       
  10. fronesis

    Styczeń 30, 2013 at 1:12 pm

    @janekr
    „Jajako technokrata uważam, że BADANIE usosa (czy dowolnego innego narzędzia) jest absurdalne i zbędne. Narzędzie ma rozwiązywać problemy i ułatwiać życie. Kropka.”
    Mam nadzieję, że nie będziesz pracował na mojej uczelni. Takie przedstawianie się jako technokrata napędza tylko technofobiczne reakcje. Narzędzia trzeba badać, media, wszelkie innowacje techniczne zmieniają społeczności w których pracują, zmieniają też to jak są używane. Jeżeli klikniesz w link do serii „Inside Technology” to zobaczysz, że na MIT nie boją się badać wspólkonstytuowania się techniki, narzędzi i społeczeństwa.
    ” Ale można zadeklarować dowolną liczbę atrybutów dodatkowych, chociażby “Literatura 2″ etc.”
    Jestem pewien, że takie artykuły nie będą przeczytane przez studentów/tki, słowo dodatkowa automatycznie przekieruje ich na rozumienie – nieobowiązkowa. Ja wiem, że mogę to wytłumaczyć ustnie i dać na karteczce, ale to nie rozwiązuje problemu, studenci/tki mogą się domagać ustaleń z USOSD. Przedwczoraj dostałem email pt. „egzamin versus usos”, ładne prawda?
    „No to jest to problem prawno-decyzyjny, nie techniczny.”
    Nie prawda, to nie jest tylko problem prawno-decyzyjny, usos traktowany jako usprawnienie prawdopodobnie „wymógł” na decydentach to, że nie ma indeksu, (argument z papierologii, biurokracji etc.), mnie nie obchodzi jak nam się wydaje, ale podobnie jak Krzysztof, patrzę na sprawę etnograficznie, interesuje mnie jak realnie działają ludzie i usos.
    „Gdyby instytucja działała stabilnie, nie byłoby potrzeby wprowadzania zmian”
    Pamiętam, że papierowe indeksy działały stabilnie, patologie były oswojone, negatywy i pozytywy powszechnie znane. Prawdopodobnie system typu USOS faktycznie był i jest potrzebny, pytanie tylko jak socjalizować taką innowację. Przecież wprowadzanie systemu, który zmienia życie osób wprowadzane jest poza jakąkolwiek kontrolą. A jeżeli Ty do tego twierdzisz, że nie trzeba badać jak działa narzędzie, to znaczy, ze działamy jak przysłowiowa małpa z brzytwą.
    „Przykład z wojskiem mnie lekko zmroził – owszem, eliminacja każdego złego zjawiska społecznego wpływa na zanik różnych uwarunkować kulturowych. No wpływa.
    Pomyśl, ile kontekstu kulturowego przepadło po wprowadzeniu ślubów cywilnych. A ile było zabawy w II RP, gdy chcąc uzyskać rozwód trzeba było zmienić wyznanie.
    Przecież nie żałujesz?”
    Czytaj ze zrozumieniem, dobrze? Przecież wprowadziłem ten przykład (łącznie z falą!) aby pokazać, że nie jestem nostalgicznym technofobem, oraz, że nie wszystkie kulturowe zwyczaje, które przepadły były dobre i pożądane. Czyli może nie wciskaj mi tez przeciwnych od napisanych w notce.
    @wszyscy
    Prosiłbym o odniesienie się do fragmentu dot. Sennetta i korozji charakteru.

     
  11. Krzysztof

    Styczeń 30, 2013 at 1:20 pm

    @janekr
    1. „Jest sprawą dyskusyjną, czy USOS jest miejscem…”

    No właśnie. I mnie, m.in. innymi interesował kształt i przebieg takich dyskusji. Teraz możemy sobie wymieniać uwagi w kilka osób. W przypadku usosa jednocześnie trwały negocjacje danej kwestii, np. ilości miejsca na wpisy, oraz metanegocjacje: kto decyduje, kto może decydować, kto ma prawo zwracać uwagę, w jakim trybie. Nawiasem mówiąc, „czysto ludzkie” przekształcenia np. organizacji biurokracji też stwarzają podobnie problemy.

    2. „@przedmiot o różnej liczbie punktów ECTS.
    Tak, u nas też występuje ten problem i można go rozwiązać. Trochę sztucznie, ale można”.

    Tak, rozwiązanie, które widziałem w badanym przypadku polegało na mnożeniu przedmiotów, czyli faktycznie sztuczne. To z kolei pociągnęło za sobą problem naliczania ilości godzin pracowników. I znów, jak się tak wymieniamy uwagami, to załatwiamy sprawę w kilka minut. W dynamice instytucji jednostką były semestry, ponieważ ileś tam takich problemów wyskakiwało jednocześnie i nie do wszystkich przywiązywano tę samą wagę. Nawiasem, proces decydowania o ważności problemu też ciekawy.

    3. „Jajako technokrata uważam, że BADANIE usosa (czy dowolnego innego narzędzia) jest absurdalne i zbędne”

    Nie jestem pewien, czy w tym miejscu po prostu się nie zgadzamy, czy nie rozumiemy. Inny przykład: faktycznie badanie budowy pistoletu przez socjologia może być „absurdalne i zbędne”. Ale porównywanie ilości napaści z pistoletem z napaściami z nożem już nie. Innymi słowy: nie chodzi o samo „narzędzie”, ale narzędzie-działające-w-swoim-społecznym-otoczeniu. Podobnie z usosem. Sam usos jest mało interesujący. Usos wrzucony w kilka zróżnicowanych kontekstów to już zupełnie inna zabawa.

    4. „“moc prawna indeksu”
    No to jest to problem prawno-decyzyjny, nie techniczny.”

    Właśnie w tym cały ambaras, że choć na papierze są mamy zupełnie różne porządki, to w praktyce one nieustannie wymagają przechodzenia z jednego do drugiego. Techniczny problem może wymagać rozwiązań prawnych i odwrotnie. Z punktu widzenia informatyka projektującego oprogramowanie może kluczowa jest ta granica. Może z punktu widzenia tradycyjnego socjologa też. Z punktu widzenia kogoś ze studiów nad nauką i technologią, kluczowe jest zamazywanie, czy przekraczanie (i wzmacnianie) tej granicy.

    5. „to cała odpowiedzialność leży po stronie tych,”

    Oczywiście, zgoda. Ale odpowiedzialność (moralna, prawna, karna etc.) to jedno, a przebieg procesu to drugie. I właśnie o to drugie tu chodzi (bez wymazywania pierwszego).

    6. „Gdyby instytucja działała stabilnie, nie byłoby potrzeby wprowadzania zmian”

    I tu znów brak zgody. Choć sprawa jest pokręcona. Upraszczając: decydenci w stabilnej instytucji mogą uznać konieczność zmian, gdy zmienia się otoczenie, to raz. Dwa, zmiana może zostać wymuszona przez imperatyw postępu/modernizacji, rozpowszechniony zdaniem Ulricha Becka w naszym świecie.
    I komentarz na temat samego usosa i stabilności: bardzo wyraźnie widać było różne poziomy rozpoznań. Na poziomie codziennych praktyk biurokratycznych często uznawano, że wszystko dobrze działa po staremu (i nawiasem, równie często szybko przestawiano się na przekonanie „jak już ten usos wejdzie, to dużo uprości”). Na poziomie władz (raczej uczelni czy wydziału) mówiono o konieczności modernizacji, komputeryzacji, czy jak raz usłyszałem „uniwersalizacji” (usos miał ujednolicić różne praktyki w obrębie jednej uczelni).

     
    • janekr

      Styczeń 30, 2013 at 8:35 pm

      „Nie jestem pewien, czy w tym miejscu po prostu się nie zgadzamy, czy nie rozumiemy.”
      To drugie, oczywiście.

      @indeksy
      Bez wątpienia wprowadzenie USOSa pewne zmiany organizacyjne wymusza, jasne. Ale rezygnacja z papierowych indeksów jest najbardziej opcjonalną z opcjonalnych decyzji, jakie w ogóle mogą być związane z implementacją USOSa, dlatego zdziwiło mnie podawanie tego właśnie przykładu.
      Nie wiem, czy naszą rolą jest proponowanie rozwiązań prawnych czy dotyczących regulaminu studiów. Mówiąc szczerze sytuacja, w której pracownik mówi studentowi „dostał Pan piątkę”, po czy wpisuje do systemu trójczynę złośliwie przy tym w duchu rechocząc zwyczajnie do wczoraj nie przyszłaby mi do głowy w najczarniejszych wizjach. Ale tu jest rola regulaminów studiów.

      „decydenci w stabilnej instytucji mogą uznać konieczność zmian, gdy zmienia się otoczenie”
      Ach, rozbieżność definicji. Powinienem był napisać „Gdyby instytucja działała stabilnie w stabilnym otoczeniu, nie byłoby potrzeby wprowadzania zmian.”

       
  12. janekr

    Styczeń 30, 2013 at 1:36 pm

    „Literatura dodatkowa”
    To mimo wszystko był żart. Mam nadzieję, że 32000 znaków przeznaczona na samą literaturę (opis przedmiotu jest osobno) wystarczy każdemu. Przykro mi, tego nie przeskoczę, takie są ograniczenia mojego narzędzie, użytego do tworzenia Twojego narzędzia.

    „Przedwczoraj dostałem email pt. “egzamin versus usos”, ładne prawda?”
    Tego nie rozumiem. Może i ładne, ale o co chodzi?

    „usos traktowany jako usprawnienie prawdopodobnie “wymógł” na decydentach to, że nie ma indeksu”
    Skoro na jednych wymógł, na innych nie, to problem leży w decydentach.

    „Przecież wprowadzanie systemu, który zmienia życie osób wprowadzane jest poza jakąkolwiek kontrolą”
    Każdy, dosłownie każdy element USOSa jest wprowadzany i modyfikowany w ścisłej konsultacji z użytkownikami. Ileż to razy przechodziliśmy cykl:

    1. Wysyłamy komunikat „Do wszystkich: Politechnika Taka-a-Taka planuje wprowadzić następujące zmiany… Prosimy zainteresowanych o opinie”
    2. Głucha, kilkumiesięczna cisza.
    3. „Co wyście do cholery pozmieniali”

    „twierdzisz, że nie trzeba badać jak działa narzędzie”
    Nie trzeba badań w sensie badań naukowych, natomiast oczywiście trzeba monitorować
    wprowadzanie narzędzia, ale BADANIE? To zbyt wielkie słowo.

    Być może nasza niezgoda wynika z kwestii terminologicznych: to, co Ty nazywasz „badanie działania narzędzi” ja nazywam „konstruowanie narzędzia w konsultacji z użytkownikami”

    @stabilność
    Stabilność zanika przy wzroście liczby osób względnie przedmiotów.

    @wojsko
    Przepraszam, zrozumiałem ten przykład wbrew Twoim intencjom

     
    • fronesis

      Styczeń 30, 2013 at 3:38 pm

      @janekr
      Jeżeli wysyłaliście TYLKO taki komunikat: „1. Wysyłamy komunikat “Do wszystkich: Politechnika Taka-a-Taka planuje wprowadzić następujące zmiany… Prosimy zainteresowanych o opinie”
      bez żadnych działań, to czas pomyśleć co robicie źle. Podejście takie, jest delikatnie mówiąc naiwne.
      „BADANIE? To zbyt wielkie słowo”
      Czyli rozumiem, że badania etnograficzne, jakościowe także na innych polach nie są dla Ciebie badaniami?
      @wojsko
      nie ma sprawy, nieraz jestem zbyt skrótowy

       
      • janekr

        Styczeń 30, 2013 at 8:12 pm

        „Podejście takie, jest delikatnie mówiąc naiwne.”

        Dlaczego? USOS nie jest produktem komercyjnym, jest czymś w rodzaju spółdzielni. Każdy z uczestników ma osobę odpowiedzialną za rozwój systemu, do których kierujemy przekaz. No i komunikaty w sprawach naprawdę kontrowersyjnych powtarzamy, domagamy się odpowiedzi, w sprawie naprawdę ważnej zorganizujemy wkrótce spotkanie robocze. Co chciałbyś, żebyśmy jeszcze robili? Jeździli po uczelniach i urywali rozmówcom guziki?

        „badania etnograficzne, jakościowe także na innych polach nie są dla Ciebie badaniami?”
        Są. Natomiast badanie „etnograficzne” zwykłego narzędzia dalej jawi mi się bez sensu.

         
        • fronesis

          Styczeń 30, 2013 at 8:40 pm

          Nie ma czegoś takiego jak „zwykłe narzędzie”, gdybyś czytał takie badania to dowiedziałbyś się tego.
          Wprowadzanie usosa z definicji jest sprawą rodzącą masę kontrowersji, to, że Ty ich nie widzisz, nie oznacza, że nie istnieją. Prawdopodobnie mnóstwo ludzi wykonuje niepotrzebną pracę dzięki której masz spokojne sumienie.

           
          • janekr

            Styczeń 30, 2013 at 8:57 pm

            „Wprowadzanie usosa z definicji jest sprawą rodzącą masę kontrowersji, to, że Ty ich nie widzisz, nie oznacza, że nie istnieją”

            Widzę kontrowersje, nie widzę potrzeby naukowych badań.
            Kontrowersje przy wdrażaniu narzędzi – obojętne, zwykłych czy niezwykłych – rozwiązuje się metodami właściwymi dla danej branży, przy konsultacji z użytkownikiem.
            Albo nie rozwiązuje, jasne, to zależy od dobrej woli obu stron.

             
            • fronesis

              Luty 4, 2013 at 1:52 pm

              @janekr
              Widzisz ja jednak uważam, że warto badać styk społeczeństwo-technologią, wiedza w ten sposób uzyskana ma szansę przeskoczyć na poziom wyżej niż „mi się wydaje”. Badamy mnóstwo rzeczy, np. wspieramy naukowców badających twórczość Kochanowskiego milionowymi grantami, to czemu nie dać kasy na dobre przebadanie USOSa. Więcej chyba z tego pożytku. Kiedyś pediatrzy też nie byli potrzebni, dzieci chorowały i umierały, robiło się nowe, a teraz Panie to naukowo się je bada.

               
              • janekr

                Luty 4, 2013 at 2:51 pm

                Może doprecyzuję – ma sens badać, jak to się dzieje, że przy wdrażaniu USOSa niektórzy są pokrzywdzeniu. Po to, żeby tego unikać.
                Nie ma sensu badać, jakie są społeczne konsekwencje tego, że niektórzy są skrzywdzeni – mają nie być i tyle.

                Warto badać, co można zmienić w organizacji ruchu drogowego, żeby ludziom nie urywało nóg czy innych kończyn. Nie warto badać, dlaczego urywanie kończyn jest złe,

                 
  13. Boni

    Styczeń 30, 2013 at 1:49 pm

    @Sennett

    Moim zdaniem to są próżne żale za XIXw, no dobra, za stabilizacją pierwszego świata z lat prosperity przed ’70. Świat jest zmienny bardziej niż kiedyś, neolibo bardziej niż kiedyś, a flexibility jest ważnym bóstwem tego świata, i tyle. A czy to na pewno skutkuje „korozją charakteru”? No nie wiem, równie łatwo mogę wyargumentować, że w ogniu zmienności i niepewności wykuwają się najtwardsi gracze; że indywidualizm (ergo – rozpad wspólnot i rodzin) w megazmiennym świecie hartuje charaktery i generuje wewnętrzną siłę i kapitał kulturowy w prolach, bo tylko na siebie i swój kapitał kulturowy mogą liczyć. A ci co „polegną” w tym wyścigu, na serduszko czy od deprechy, czy zostaną wykluczeni, cóż, „evolution, Morfeus, evolution” (i przecież teoretycznie można wycofać się z wyścigu i zmiennego świata w jakieś Bieszczady czy na inne Seszele).

    Wszystko zależy, jak zdefiniujemy „charakter” i dla kogo ten wywiad, czy dla lewicującego działacza czy dla neoliba z byznes center klaba…

     
    • fronesis

      Luty 4, 2013 at 1:55 pm

      @Boni
      Sennett pisze oczywiście z wnętrza nowoczesności, korozja charakteru dotyczy ludzi na styku dawny styl społeczeństw/neolibo. Pewnie dzieci-neolibki będą dostosowanego do systemu. Tyle tylko, że tak jak dzieci-sieci są bardzo kiepskimi użytkownikami internetu, tak może się okazać, że dzieci-neolibki będą bezużyteczne nawet dla kapitału.

       
  14. Ingrid

    Styczeń 30, 2013 at 2:28 pm

    USOS to najbardziej widoczna strona daleko posuniętego sformalizowania uniwersytetu. Jestem uczestniczką-wolną słuchaczką (absolwentką) pewnych specjalistycznych zajęć. Cieszą się one zainteresowaniem wielu osób „nieuprawionych” (czyli nie-studentów danego instytutu), ale ze może trafić się rok ze słabym zainteresowaniem ze strony „uprawnionych” studentów i wtedy twórcze zajęcia mogą się nie otworzyć (przynajmniej nie w ramach uniwersytetu). Kiedyś na wykłady i seminaria przychodziły osoby z zewnątrz, bo rola uniwersytetu poza kształceniem polegała też na scalaniu środowiska intelektualnego.
    I zainteresowało mnie to, co napisał Fronesis o przypadkowości seminarzystów. Kiedyś w ramach toku studiów mogła się wytworzyć przynajmniej namiastka relacji mistrz-uczeń. Obecnie USOS mówi, że na daną specjalizację jest o jedną osobę za mało, więc jej nie otwieramy, albo właśnie nie pozwala nam przyjąć chętnego, który nie siedział nocą jako jeden z pierwszych do zapisów. Jak to wygląda na lektoratach, nie wiem. Ale pamiętam jak z poziomu B1 przeszłam w ciągu roku na poziom C1, bo tak zasugerowała lektorka, zmieniając grupę w trakcie semestru, Czy USOS by na to pozwolił?

     
  15. janekr

    Styczeń 30, 2013 at 3:19 pm

    @Ingrid

    „może trafić się rok ze słabym zainteresowaniem ze strony “uprawnionych” studentów i wtedy twórcze zajęcia mogą się nie otworzyć (przynajmniej nie w ramach uniwersytetu).”

    Ale co to ma wspólnego z USOSem?
    Nie ma w tym systemie żadnych, ale to żadnych ograniczeń, które uniemożliwiałyby czy choćby utrudniały prowadzenie zajęć, na które nawet nikt nie chodzi.
    Nie ma także żadnych ograniczeń we wprowadzaniu osób z zewnątrz – nie będących studentami – do systemu właśnie w charakterze wolnych słuchaczy. Proszę się tego domagać od władz!

    „USOS mówi, że na daną specjalizację jest o jedną osobę za mało, więc jej nie otwieramy”

    Nieprawda. USOS owszem, mówi ile jest tych osób. USOS nawet nie wie, ile ich być powinno. 100% odpowiedzialności za podjęcie decyzji ciąży na władzach uczelni/wydziału.

    „nie pozwala nam przyjąć chętnego, który nie siedział nocą jako jeden z pierwszych do zapisów.”
    Po zapisach automatycznych, które faktycznie mogą działać na zasadzie „kto pierwszy ten lepszy” kierownicy instytutów mogą w dowolny sposób rozszerzać grupy, dopisywać osoby etc.
    Jeśli tego nie robią, to ich wina.

    „pamiętam jak z poziomu B1 przeszłam w ciągu roku na poziom C1, bo tak zasugerowała lektorka, zmieniając grupę w trakcie semestru, Czy USOS by na to pozwolił?”

    USOS pozwala na absolutnie dowolną manipulację tego rodzaju, gdyż jest jedynie narzędziem, które ma rejestrować rzeczywistość.

    Jedyna „winą” USOSa jest to, że daje małpom z brzytwą precyzyjne informacje.
    Jakieś sugestie co mam zrobić w USOSie, żeby na podstawie ścisłych danych Dziekan czy Rektor nie robił nic głupiego?

     
    • fronesis

      Styczeń 30, 2013 at 3:40 pm

      @janekr
      „“nie pozwala nam przyjąć chętnego, który nie siedział nocą jako jeden z pierwszych do zapisów.”
      Po zapisach automatycznych, które faktycznie mogą działać na zasadzie “kto pierwszy ten lepszy” kierownicy instytutów mogą w dowolny sposób rozszerzać grupy, dopisywać osoby etc.
      Jeśli tego nie robią, to ich wina”
      Czyli dobry USOS tylko bojarzy zawinili? Nie mam ani siły, ani czasu, żeby użerać się z całą „gałęzią decyzyjną” która mogłaby odkręcić decyzję jaką podjął USOS.

       
      • Boni

        Styczeń 30, 2013 at 4:43 pm

        @fronesis
        „Czyli dobry USOS tylko bojarzy zawinili? Nie mam ani siły, ani czasu, żeby użerać się z całą “gałęzią decyzyjną” która mogłaby odkręcić decyzję jaką podjął USOS.”

        Ale z tego co Janek mówi, to nie demonizuj – USOS nie podejmuje decyzji. To że robicie z systemu decydenta jest niezbyt rozgarnięte, przecież on tylko przyspiesza obieg bałaganu i ew. próbuje ten bałagan biurokracji odzwierciedlić. Jakby ci panienka z dziekanat twierdziła, że masz wpisać w 12 rubryk 12 pierwszych z brzegu studentów na seminarium, i ani więcej ani mniej, i w kolejności zgłoszeń, to przecież nie pisałbyś rantów czy tworzył teorii etnograficznych o biurokracji uczelni, tylko wykopał ją na orbitę i znalazł kogoś odpowiedzialnego, kto jej „decyzje” zmieni wg. twoich potrzeb i planu. Z tego co Janek mówi tu jest podobnie, tylko łatwiej się decydentom zasłaniać USOSem, niż panience widzimisiem, ale biurokracja ta sama.

         
        • fronesis

          Styczeń 30, 2013 at 8:35 pm

          @Boni
          Właśnie, że USOS podejmuje decyzje, wróciłem z 3 godzinnego spotkania na temat prowadzenia zajęć międzywydziałowych i duża część problemów rozbijała się o to, że usos narzuca pewne rozwiązania.
          Ponadto nie „panienka” bo to mało eleganckie, po drugie jest inną sprawą negocjacja z człowiekiem na „gębę” a inną, kiedy urzędnik uniwersytecki powie Ci, że usos to zrobił. Ale to, ze możesz się zasłaniać usosem, oznacza, że on sam jako system ma pewną moc sprawczą, na przykład będzie wspierał pewne decyzje i przekształcenia a nie inne.

           
          • janekr

            Styczeń 30, 2013 at 8:43 pm

            „duża część problemów rozbijała się o to, że usos narzuca pewne rozwiązania.”

            Podaj ze dwa konkrety, sprawdzę, na ile to jest wymysł, a na ile faktyczny problem.

            ” to, ze możesz się zasłaniać usosem, oznacza, że on sam jako system ma pewną moc sprawczą”

            Nie ma zgody – zasłaniać się można wszystkim

             
          • Boni

            Styczeń 31, 2013 at 9:09 am

            @fronesis
            „Ale to, ze możesz się zasłaniać usosem, oznacza, że on sam jako system ma pewną moc sprawczą, na przykład będzie wspierał pewne decyzje i przekształcenia a nie inne.”

            Ale to jest twój, użytkownika problem, że masz moc sprawczą USOSa (systemu) w głowie – bo biurokracja zawsze się czymś zasłoni, USOSem, rozporządzeniem-którego-nikt-nie-widział albo inną gowinoekspertyzą. To że nie dawałeś sobie wmówić przed-USOSem, że „dziekan narzuca pewne rozwiązania” a dajesz sobie wmówić „USOS narzuca pewne rozwiązania”, to jest problem świadomosci, ew. generation gap co najwyżej.

            Żeby nie być gołosłownym, dam ci zupełnie świeży przykład z mojej działeczki – ktoś w semi-korpo wymyślił i narzuca właśnie nowy podsystem rozliczania wydatków służbowych, i występują podobne problemy jak opisujesz – tyle, że na tekst „takiej kombinacji płatności, wydatku i różności system nie przewiduje” pada odpowiedź „no to jest wasz problem, droga księgowości i koordynatorze wdrożenia, dostaniecie w takim razie faktury i rachunki po staremu i mają być rozliczone, a próżne żale proszę kierować ew. do naszych wspólnych zwierzchników – albo BIEGIEM dostosować nowe narzędzie do nieźle funkcjonującej rzeczywistości”. A zupełnie wczoraj, jak kląłem, ze nie mam czasu na zdalne szkolenie przez WebExa z tego nowego krapu, szef kazał mi to olać i żebym nie zawracał sobie czapy jakimiś systemami księgowości, tylko zajął się robotą.

             
            • fronesis

              Styczeń 31, 2013 at 11:45 am

              @Boni
              Moc sprawcza artefaktów i systemów to banał, cała dziedzina wiedzy się tym zajmuje (STS+ANT), kiedyś zresztą wyartykułował to już McLuhan. Jak jesteś taki mądry to powiedz samochodom żeby zajmowały mniej przestrzeni w mieście. Możesz tak dzięki wolnej woli zadekretować zmianę ich własności. p.s. tylko proszę, nie uznaję odpowiedzi: to niech ludzie nie używają samochodów.

               
              • Boni

                Styczeń 31, 2013 at 12:17 pm

                @fronesis

                Czekaj, ale co to za analogia?? Kto ma problem z samochodami w mieście i z jakimi samochodami? Chyba że myślisz o analogii ze zbiorkomem (ty jako kierowca autobusu, studenci jako pasażerowie, dyrekcja MZK jako rektor, i zły system IT który monitoruje i „narzuca” rozkłady jazdy, przeglądy, trasy i inne reguły). To jest jakaś analogia i oczywiście „etnografia” i rozwiązania są zupełnie podobne – to nie system ustawia rozkład, przeglądy, trasy, tylko jacyś decydenci, którzy co najwyżej zasłaniają się systemem.

                A co ma do tego wielkość samochodów to nie wiem – że powinny być dostosowane do potrzeb? Pewnie, ale przecież nie system takie decyzje podejmuje, tylko w analogii – dyrekcja MZK (w USOSie – dziekani, rektorzy czy kto tam), że na tej trasie przegubowce to overkill, i będą busiki (w USOSie – że na te seminarium ma być 12 miejsc a nie 20) – system ma dostarczyć dane i wdrożyć decyzje, a nie podejmować decyzje. No chyba, że mają w MZK całkiem solidną AI, ale jakoś wątpię. W AI USOSa wątpię jeszcze bardziej (Janek się zaraz obrazi 😉 ).

                Jeśli myślałeś o osobówkach czy wszystkich pojazdach w mieście, to nie mam pojęcia, co jest tu analogią „decyzyjnego USOSu”.

                 
                • fronesis

                  Luty 4, 2013 at 1:58 pm

                  @Boni
                  Chodziło mi oto, że auta mają konkretną materialność, zużywają przestrzeń, paliwo, przyczyniją się w ten sposób do wojen o ropę, rozlewania się miast. Tego kiedyś nikt nie widział. Do dziś mówi się o kosztach MZK a nie mówi się kosztach miast. Chodzi o to, żeby sporu nie sprowadzać do kwesti człowiek-narzędzie ale analizować ekologicznie tzn. ludzi i artefakty czytać poprzez umiejscowienie w szerszym ujęciu – środowiskowym, coś na kształt myślenia ekosystemowego.

                   
      • janekr

        Styczeń 30, 2013 at 8:05 pm

        „która mogłaby odkręcić decyzję jaką podjął USOS.”

        W zakresie rejestracji na przedmioty USOS nie podejmuje żadnych decyzji, jedynie zgłasza propozycje.

        1. Propozycje te ustalane są na podstawie kryteriów, które zostały wybrane przez człowieka. Może to być „kto pierwszy, ten lepszy”, może być ranking ocen z dowolnie ustalonej puli, może być jeszcze inaczej.
        2. Propozycje te muszą zostać zatwierdzone ręcznie.

        U nas wszyscy zainteresowani pracownicy wiedzą, jakie są kryteria w punkcie 1. i wiedzą kto (na ogół kierownik Instytutu) wykonuje punkt 2. Jeśli u was jest inaczej, to macie – powtórzę – jakiś fundamentalny problem.

        Nie odniosłeś się do mojego komentarza do „twórcze zajęcia mogą się nie otworzyć”. Powiem dobitniej – w systemie nigdzie, kompletnie nigdzie nie ma cienia informacji o minimalnej liczbie chętnych na zajęcia. Więc w tym zakresie każda decyzja jest w pełni na odpowiedzialność „bojarów”.

        Jeszcze jedna refleksja – nie wykluczam, że istnieją instytucje, w których udostępnienie kierownictwu rzetelnej informacji o aktualnej sytuacji pogarsza ogólne działanie. Ale to należy leczyć…

         
        • fronesis

          Styczeń 30, 2013 at 8:38 pm

          „U nas wszyscy zainteresowani pracownicy wiedzą, jakie są kryteria w punkcie 1. i wiedzą kto (na ogół kierownik Instytutu) wykonuje punkt 2. Jeśli u was jest inaczej, to macie – powtórzę – jakiś fundamentalny problem”
          Wszyscy, zainteresowani – czyli to oznacza dodatkową pracę, której nie mam zamiaru wykonywać, nigd mi za nią nie zapłaci. Jak dostanę dodatkową kasę za interesowanie się usosem to się nim zainteresuję.
          Usos to nie jest rzetelne udostępnienie informacji, to stwarzanie „wioski potiomkinowskiej”. Jeżeli wierzysz, że usos to przejrzyste i rzetelne udostępnianie „prawdziwych” informacji to masz poważny problem z rozpoznaniem realnego działania instytucji.

           
          • janekr

            Styczeń 30, 2013 at 8:52 pm

            „Wszyscy, zainteresowani – czyli to oznacza dodatkową pracę, której nie mam zamiaru wykonywać, nigd mi za nią nie zapłaci. Jak dostanę dodatkową kasę za interesowanie się usosem to się nim zainteresuję.”

            Jaką znów dodatkową pracę? Dowiedzieć się, kto *rządzi* w zakresie rejestracji na Twoje zajęcia to taki wysiłek? Na ile go wyceniasz?
            I nie – nie jest to zainteresowanie USOSem, tylko schematem organizacyjnym własnej firmy.

            „Usos to nie jest rzetelne udostępnienie informacji, to stwarzanie “wioski potiomkinowskiej”.”
            To bardzo odważne stwierdzenie. USOS zawiera to, co do niego wprowadzono, Jeśli praca instytucji jest zorganizowana tak, że informacje są wprowadzane rzetelnie, do dane w USOS są rzetelne. Jeśli nie, to oczywiście nie. Pewna nieaktualność danych jest zapewne nieukniona.
            Ale Ty idziesz dalej – twierdzisz, że USOS *jest* (z definicji, zawsze i wszędzie) nierzetelny. Czy masz jakieś podstawy?

            ” Jeżeli wierzysz, że usos to przejrzyste i rzetelne udostępnianie “prawdziwych” informacji to masz poważny problem z rozpoznaniem realnego działania instytucji.”

            Nie mam takich złudzeń, opisałem najkorzystniejszą interpretację.
            Jeśli kierownictwo podejmuje błędne decyzje na podstawie rzetelnych informacji, to niedobrze. Jeśli kierownictwo wdraża system nie dbając o rzetelność uzyskiwanych informacji, a potem podejmuje na ich podstawie decyzje, to niedobrzej.

             
  16. Krzysztof

    Styczeń 30, 2013 at 11:19 pm

    @inspektor kot

    Proszę o skrupulatność: „Jak robię przelew w banku internetowym jakoś nie martwię się, że nie mam papierowego potwierdzenia – system jest po prostu zorganizowany w sposób bezpieczny. Da się”.
    Wcześniejszy problem dotyczył wąskiego gardła w postaci tego, że ktoś inny niż Ty wpisuje ocenę. Gdybyś sobie sam to robił byłaby analogia, a tak brak tego punktu problematycznego. To niepewność tego jednego miejsca rzutowała na resztę systemu.

    @janekr

    1. Nieporozumienie klub niezgoda dotyczyły wyłącznie kwestii sensowności badań. Myślę, że w kwestii indeksów się zgadzamy. Inaczej tylko rozłożyliśmy punkty zainteresowania: mnie ciekawił proces, który tak właśnie przebiegł i stworzył takie, a nie inne problemy. Ciebie kto jest odpowiedzialny.

    2. „Ach, rozbieżność definicji. Powinienem był napisać “Gdyby instytucja działała stabilnie w stabilnym otoczeniu, nie byłoby potrzeby wprowadzania zmian”

    Nie sądzę, żeby była to tylko różnica w definicjach. Niemniej, pierwsza wersja zabrzmiała dość deterministycznie, a okazuje się, że w instytucjonalnych molochach wrzuconych w złożone środowisko sam mechanizm rozpoznawania, definiowania, negocjowania, uzasadniania i stymulowania zmiany jest złożony. Po jego przeciwnej stronie pozostają utarte praktyki.

    3. „“Przecież wprowadzanie systemu, który zmienia życie osób wprowadzane jest poza jakąkolwiek kontrolą”
    Każdy, dosłownie każdy element USOSa jest wprowadzany i modyfikowany w ścisłej konsultacji z użytkownikami. ”

    Mówicie tu o różnych poziomach i miejscach konsultacji. Według mojego rozeznania, na samych uczelniach decyzja o wprowadzaniu usosa była podejmowana w bardzo wąskim gronie. Ale to mniej ważne, ważniejsze, że tryb jego wprowadzania to już zwykle pomysły jednej osoby (często gęsto bez wyobraźni społecznej). Właśnie tu brak konsultacji.
    Ale, swoją drogą, to co piszesz o braku rozmów jest bardzo ciekawe.

    4. „ale BADANIE? To zbyt wielkie słowo”

    Tak, o ile nie unieważniono w ciągu ostatniej doby wszystkich znanych mi (i tych nieznanych pewnie też) podręczników do metodologii socjologii i metodologii antropologii społ.-kult. 🙂
    Nawiasem, są w socjologii, nawet metody ingerujące w proces, bliskie temu, co nazywasz “konstruowaniem narzędzia w konsultacji z użytkownikami”.

    5. “może trafić się rok ze słabym zainteresowaniem ze strony “uprawnionych” studentów i wtedy twórcze zajęcia mogą się nie otworzyć (przynajmniej nie w ramach uniwersytetu).”
    Ale co to ma wspólnego z USOSem?

    Przykład Ingrid, wbrew pozorom jest bardzo dobry (jako przykład kontrowersji, w którą usos jest uwikłany). Nawet w którymś komentarzu rekonstruujesz, jak to szło. Wygląda to tak mniej więcej: usos umożliwił rzecz niemożliwą (lub niezwykle trudną) wcześniej – jedna osoba siedząc przy biurku i klikając myszką może przejrzeć liczebności uczestników na wszystkich zajęciach na danym wydziale, czy uczelni. W tym sensie, dopiero usos wprowadził taką zmianę do gry w zarządzanie uniwersytetem, która umożliwia manipulowanie tymi liczebnościami w biegu (na zasadzie – będzie mniej niż 20 osób po turze zapisów, to przedmiot kasujemy). Wcześniej weryfikowanie tego było co najmniej niezwykle zawodne. Wiele uczelni skorzystało z tej nowej opcji wpadając na pomył oszczędności przez likwidację niepopularnych zajęć. Przypadkiem (?) składa się tak, że zajęcia bardziej wymagające (np. cała literatura w języku obcym) ściągają mniej chętnych. Czyja to decyzja (lub wina)? Oczywiście władz uczelni. Ale, sytuacja otworzyła się dzięki nowemu narzędziu. W literaturze nazywa się to fachowo „zmianą równowagi sił”.

    @ boni
    1. „USOS nie podejmuje decyzji. To że robicie z systemu decydenta jest niezbyt rozgarnięte, przecież on tylko przyspiesza obieg bałaganu”

    No właśnie, tutaj mamy fundamentalną niezgodę – różnicę perspektywy. Ani samodzielny usos, ani wyodrębnione ze swojego kontekstu jednostki ludzkie. Zawsze: usos plus ludzie, czy usos plus struktury komunikacji etc. Dlatego, jeśli mowa o podejmowaniu decyzji, to też w kontekście takich złożonych całości (w kognitywistyce mówi się o rozproszonych systemach poznawczych). Rektor podejmujący decyzję z usosem pod ręką jest kimś innym niż taki, bez usosa (innym systemem rozproszonym).
    Wierzcie mi, albo, nie, ale jak zaczniemy rozdzielać, to wielu zjawisk nie da się wyjaśnić. Choć da się zawsze moralnie ocenić, szukając winnego (niekompetentne władze, etc.)

    2. „niż panience widzimisiem”

    Mam nadzieję, że ten seksistowski babol, to niechcący i z rozpędu. W praktyce, widzę, ile babki (zwykle) z dziekanatu rozmaitych dziur muszą zaklejać, ile konfliktów rozwiązywać, i jak są bystre w szukaniu rozwiązań. Pewnie, że nie wszystkie, ale i tak nabrałem szacunku.

    I jeszcze @janekr.
    To, co piszesz o kłopotach z obiegiem informacji jest dla mnie bardzo ciekawe. Jeśli miałbyś ochotę i czas na dołożenie się do moich badań 🙂 etnograficznych, to ja bardzo chętnie usłyszałbym więcej na ten temat, bo z taką perspektywą nie miałem styczności w ogóle. Oczywiście przyjadę, gdzie będzie trzeba. Nie ma pośpiechu, bo ja w tej chwili i tak do spraw usosowych wrócić nie mogę. Jeśli będziesz zainteresowany, to napisz na nasz blogowy adres: strukturywiedzy NA SERWERZE gmail KROPKA com

     
  17. Gammon No.82

    Styczeń 31, 2013 at 8:24 am

    Re: anegdota o buncie Sipajów

    Przecież to nie anegdota.

     
    • fronesis

      Luty 4, 2013 at 1:59 pm

      @Gammon No.82
      Pisałem na szybko, nie chciałem przekłamać, dlatego ubezpieczyłem się słowem „anegdota”, ale wiem, że to fakt.

       
  18. janekr

    Styczeń 31, 2013 at 8:47 am

    @indeksy
    Kto likwiduje dokument umocowany prawnie i nie dba o umocowanie prawne systemu, który go zastępuje postępuje pochopnie i lekkomyślnie. Ale USOS nie ma tu nic do rzeczy.

    „Przykład Ingrid, wbrew pozorom jest bardzo dobry (jako przykład kontrowersji, w którą usos jest uwikłany).”

    Przykład jest zły, bo źle ocenia stan faktyczny, a dobry bo dobrze obrazuje zamieszanie w pewnych głowach (w tym Ingrid?), tak?

    „Wcześniej weryfikowanie tego było co najmniej niezwykle zawodne”
    Wątpię. Być może nie na naszych uczelniach, ale jestem przekonany, że kasowanie zajęć ze zbyt małą liczbą chętnych było powszechną praktyką na świecie także i przed automatyzacją działania dziekanatów.

    „Rektor podejmujący decyzję z usosem pod ręką jest kimś innym niż taki, bez usosa”

    Toż to właśnie napisałem – jedyną „winą” USOSa jest to, że daje większe możliwości. Jeśli trafi na małpę, staje się brzytwą.
    Ale – też powtórzę – jeśli dostarczenie decydentom więcej aktualnych informacji (nie wnikajmy, na ile rzetelnych) pogarsza działanie instytucji, to coś niedobrego dzieje się z tą instytucją.

    I powiem jeszcze na koniec – gdyby na naszym wydziale dowolny pracownik szeroko pojętej obsługi studiów powiedziałby pracownikowi dydaktycznemu „nie da się zrobić, bo USOS nie pozwala”, zostałby zabity śmiechem.

     
  19. Boni

    Styczeń 31, 2013 at 9:46 am

    @Krzysztof
    „No właśnie, tutaj mamy fundamentalną niezgodę – różnicę perspektywy. Ani samodzielny usos, ani wyodrębnione ze swojego kontekstu jednostki ludzkie. Zawsze: usos plus ludzie, czy usos plus struktury komunikacji etc. Dlatego, jeśli mowa o podejmowaniu decyzji, to też w kontekście takich złożonych całości (w kognitywistyce mówi się o rozproszonych systemach poznawczych). Rektor podejmujący decyzję z usosem pod ręką jest kimś innym niż taki, bez usosa (innym systemem rozproszonym).”

    To jest problem zwierzchnika rektora i z rektorem, czyli problem „ustroju” uczelni i jej biurokracji, i wybacz, ale IMHO to jest trywialne, że biurokracja=ludzie+”narzędzia”, i że nie można wyrywać tych elementów z kontekstu.

    W przemyśle, księgowy czy dyrektor, który podejmuje błędne decyzje, zasłaniając się systemem księgowym czy SAP, wylatuje na kopach po 3 miesiącach. Serio, widywałem. A jeśli decyzje są właściwe (osiąga cele) to może podpierać się nie tylko USOSem i SAPem ale I-ching i wróżeniem z wnętrzności drobiu, i połowa jego podwładnych na full etat może wbijać cyferki w SAPa czy łapać drób, to równie mało obchodzi stawiających i egzekwujących cele. (Wiem, wiem, biurokracja i jej elastyczność na uczelniach jest znacznie mniejsza, no ale taki przykład).

    I jeszcze, przeważnie jak w notce – tak naprawdę nie chodzi o poziom decyzji i decydentów w biurokracji, tylko, że „na dole”, na skutek „systemu” traci się elastyczność i dodaje roboty szeregowym pracownikom itd itd. Ale na to jest prosta ścieżka – najpierw „po dobroci” (czyli to co Janek sugeruje – zawsze trzeba mieć świadomość, że ktoś odpowiada za system, system jest narzędziem podlegającym zmianie, zasłanianie się systemem podlega zabiciu śmiechem), potem „po staremu” (system nie daje się dostosować – no to robię jak dotychczas i tak jak działało – nie daję się zbyć „system nie pozwala”, niech ktoś, komu zwalę na biurko/komputer „niezgodność” ma z nią problem, niech musi coś z tym zrobić, nawet jeśli tylko naskarżyć szefom czy wytłumaczyć się użytkownikom, i zobaczymy co dalej), potem „strajk włoski” (skoro chcecie płacić za biurokrację czy jakieś wbijanie cyferek i literek w system, zamiast za właściwą pracę i zadania, no problemo, ale tu się pracuje 8h). A jeśli to wszystko nie działa i systemy/biurokracja jest zbyt uciążliwa, to przecież zawsze można poszukać innej pracy – a instytucja stawiająca na biurokrację niech se spłonie.

    2. “niż panience widzimisiem”
    „Mam nadzieję, że ten seksistowski babol, to niechcący i z rozpędu. W praktyce, widzę, ile babki (zwykle) z dziekanatu rozmaitych dziur muszą zaklejać, ile konfliktów rozwiązywać, i jak są bystre w szukaniu rozwiązań. Pewnie, że nie wszystkie, ale i tak nabrałem szacunku.”

    Sory za głupi stereotyp, tu nawet nie idzie o dziekanat, tylko mem „panienka z okienka”.

     
  20. kabra

    Styczeń 31, 2013 at 3:14 pm

    Z tego co rozumiem z powyższego artykułu to Usos góruje nad indeksami.. Ale jeżeli np. wykładowca wpisał nam większą ocenę do Usosu niż do indeksu, to co w takiej sprawie można zrobić?
    Oczywiście wiem że trzeba iść z tym do wykładowcy, ale też nie chcę żeby mi obniżył ocenę. Bo podobno w indeksie nie można nic zmazywać..

     
  21. janekr

    Luty 1, 2013 at 8:40 am

    @boni
    „W AI USOSa wątpię jeszcze bardziej (Janek się zaraz obrazi)”

    Dlaczego miałbym się obrazić? To Fronesis widzi w USOS jakąś autonomiczną, zływrogą inteligencję. Według mnie w systemie jest tyle inteligencji, to w stalowej szafie z segregatorami.

    @kabra
    „Z tego co rozumiem z powyższego artykułu to Usos góruje nad indeksami”

    Dziwne – nikt z wypowiadających się tutaj tak nie napisał.
    Co do konfliktu USOS – indeks: takie sprawy powinny być ujęte w regulaminie uczelni.

    @ogólnie
    Wyobraźmy sobie, że w jakiejś firmie zainstalowano gilotynę do papieru, której zdarza się ucinać palce.
    Mamy tu trzy podejścia:
    1. Moje, technokratyczne, oparte na naiwnym zdrowym rozsądku: jak najszybciej dokonać niezbędnych zmian – przede wszystkim technicznych, ale również organizaycjnych, szkoleniowych etc. żeby skończyć definitywnie z ucinaniem palców.
    2. Kolegi Krzysztofa – przeprowadzić szerokie badanie społeczne (antropologiczne, kulturowe, psychologiczny), które mają wyjaśnić, jak to jest możliwe, że maszyna ucina palce.
    3. Kolegi Fronesis, który chciałby badać psychologiczne, antropologicznej i socjologiczne konsekwencje ucięcia palców.

    Podejście Krzysztofa jest oczywiście komplementarne do mojego i nie mam tu zastrzeżeń, natomiast podejście 3. dalej uważam za pozbawione sensu. Ucinanie palców jest niepoprawnym działaniem maszyny, co tu badać? Palce mają nie być ucinane, kropka.

     
    • Boni

      Luty 2, 2013 at 9:13 am

      Jak dla mnie, to Krzysztof i Fronesis chcą badać mniej więcej to samo (wpływ narzędzi na ludzi i organizacje, i odwrotnie) i nie widzę wielkich różnic 2 i 3, i tak zlewa się to w umiarkowanie sensowne badania „etnograficzne”, czy jak mi się kiedyś zażartowało, „cyberantropologiczne”. IMO – sensowne, bo to ciekawe tematy i zawsze mądrze i fajnie jest coś skomplikowanego przebadać i pogadać „dlaczego?”; umiarkowanie, bo w praktyce i w sensie nauki, bardzo niewiele z tych badań i wniosków wynika.

       
  22. dzska

    Luty 3, 2013 at 2:53 pm

    Zgadzam się całym serduszkiem z @inspektor Kot dla mnie USOS oznacza przede wszystkim, że po raz pierwszy w ciągu siedmiu lat studiowania nie muszę spędzać kilku-kilkunastu godzin w sesji na dojazdy i czekanie na wpisy do indeksu. Zdarzało mi się koczować pod drzwiami wykładowców, którzy być powinni, ale ich nie ma, albo są, ale coś muszą załatwić. Nawet jeśli są i dają wpisy to i tak przecież ileś na to trzeba poczekać. Nawet pół godziny w czerwcu przy trzydziestostopniowym upale na korytarzu budynku AB, gdzie mieści się czterdzieści osób, a siedzi sześćdziesiąt jest katorgą, a zebranie trzech wpisów w pół godziny byłoby rekordem WNSu. Do tego konieczność oddzielnego jeżdżenia na Ogrody, tylko po to, żeby ten wpis otrzymać i czekania kolejnego pół godziny w kolejce do dziekanatu, żeby złożyć indeks (przez kilka ostatnich sezonów połączone z nadzieją, że wykładowca wpisał ocenę do USOSa, bo inaczej dziekanat nie przyjmie indeksu, nawet jeśli wpisy są kompletne i zabawa w skłotowanie korytarza zaczyna się od nowa). Oczywiście, nie trzeba wszystkiego robić osobiście, można obarczyć tym kogoś (u mnie na roku na ogół padało na osoby z Poznania, żeby inni mogli na przykład pojechać do domu).

    Jeśli chodzi o weryfikowanie oceny, to nie widzę różnicy – jeżeli w USOSie mam ocenę, która wyda mi się niesprawiedliwa, to mogę zwrócić się z tym do wykładowcy i akurat to, czy ocena jest na papierze, czy w systemie nie ma znaczenia. Zdarzyło mi się w czasach papierowych dostać zaocznie ocenę (w tamtym wypadku nie było wyboru, prowadzący zbierał indeksy i oddawał je partiami), którą chciałam zweryfikować, zwłaszcza po tym, jak dowiedziałam się, jak wyglądało sprawdzanie egzaminu (trzy studentki przykładały szablony do testu i liczyły ilość trafień, popędzane przez wykładowcę) i nie byłam w stanie tego zrobić, bo wykładowca okazał się nieuchwytny. (Uściślając, prawdopodobnie gdybym się uparła, przyjeżdżała codziennie i warowała pod drzwiami, to kiedyś bym go pewnie spotkała, ale aż tak mi nie zależało. W godzinach dyżuru go nie było).

     
  23. zaciekawiony

    Luty 16, 2013 at 5:03 pm

    Na mojej uczelni w Siedlcach rzecz wygląda tak, że do licencjatu mieliśmy indeksy i karty ocen, a teraz mamy tyko karty ocen. I USOS. Jak dla mnie ten program jest średnio przydatny – można tam sprawdzić oceny zaliczeń nie musząc czatować pod gabinetem wykładowcy (chyba że zapomni wpisać) i sprawdzić czy zapłaciłem za akademik czy też jeszcze nie. W zasadzie do niczego więcej nie jest przydatny, a może nie wykorzystuje się go u nas w pełni – przykładowo wielu wykładowców ma profile bez informacji o zajmowanym gabinecie czy adresie kontaktowym.

     
  24. 4youu

    Marzec 2, 2013 at 3:14 pm

    USOS a SPRAWA POLSKA 🙂

     
  25. frasunek

    Październik 5, 2013 at 3:03 pm

    Określenie zarządzającego USOSem mianem „usosmana” doskonale wpisuje się w stylistykę nazw osobowych w terminologii technicznej (choć zapewne niewiele jest kobiet w tej specjalizacji, ale to zapewne „usosmanki”) i w polską tradycję celnego dowcipu językowego, opartego na skojarzeniach nazw. Mechanizm powstania skojarzeniowego derywatu „esesman” był oczywiście inny; czy usosman to już także internacjonalizm (słowo powszechnie obecne w językach danego kręgu kulturowego)? Czy wszędzie więc są podobne skojarzenia – ciekawe, jak wszystko na tym blogu.

     

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: