RSS

Lęki i nauka

19 Czer

Kończy się semestr. Czas małych rozliczeń. Dobiegł końca  cykl wykładów „Lęki społeczne a nauka. Kontrowersje naukowo-społeczne we współczesnym świecie” (współorganizowany, przeze mnie razem z Moniką Bobako). Wykłady można odsłuchać tutaj, po zalogowaniu.

Cykl cieszył się sporą popularnością, dało się zauważyć, że część osób przychodziła na wybrane wykłady. Tak było na przykład, w przypadku wykładu Marcina Rotkiewicza o szczepieniach i GMO, gdy pojawiła się przedstawicielka „antyszczepionkowców”. Niestety z powodu nawały zajęć nie pisałem regularnych omówień, streszczeń i recenzji każdego z wykładów.  Częściowo wynika to z działań naszego Ministerstwa, które w żadnej mierze nie promuje, takiej dziwnej wolontariackiej działalności. Przecież, poza interesującymi dyskusjami, nie przyniosłoby to mitycznych punktów.

To, że wykłady były potrzebne i dotykały tematów „na czasie” było widoczne choćby w przypadku wykładu o medykalizacji ADHD, wygłoszonego przez Michała Wróblewskiego. Od jakiś kilku dni wielu moich znajomych przerzuca się linkami o tym jakoby ADHD zostało wymyślone. Polecam też wpis Michała na tym blogu i jego artykuł o ADHD.

Starając się jakoś uczynić zadość, proponuję zapoznanie się z moim tekstem, który stanowi ramę teoretyczną dla tego cyklu wykładów.

Tekst jest dostępny do ściągnięcia AWNowak_CzyjeLeki_CzK62012.

Reklamy
 
9 Komentarzy

Opublikował/a w dniu Czerwiec 19, 2013 w naukowo, sceptycznie, Uncategorized

 

Tagi: , , , ,

9 responses to “Lęki i nauka

  1. fronesis

    Czerwiec 19, 2013 at 10:44 am

    Reblogged this on Fronesis.

     
  2. Ezechiel

    Czerwiec 19, 2013 at 11:33 am

    Sprawdź jeszcze raz info o haśle dla wolnych słuchaczy. Jest problem z logowaniem się.

     
  3. Krzysztof

    Czerwiec 20, 2013 at 12:39 am

    Ja też miałem tym problem parę razy, jak może pamiętasz.

     
  4. meinglanz

    Czerwiec 20, 2013 at 12:51 am

    Dzisiejszy artykuł „Wyborczej” o ADHD to skandal. To propagowanie spiskowej teorii dziejów i podważanie autorytetu nauki. To mi się kojarzy z ruchami antyszczepionkowymi. Cytowany przez red. Woźniak dr Witkowski wypowiedział się w stonowany sposób i nie potwierdził tych rewelacji jakoby ADHD była wymysłem koncernów farmaceutycznych.

    A panu M. Wróblewskiemu poleciłbym wolontariat w jakimś ośrodku terapii nerwic dziecięcych, gdzie można zobaczyć jak zachowują się dzieci z ekstremalną nadpobudliwością, które nie potrafią skupić uwagi na jednej rzeczy dłużej niż 1 sekundę (nie zmyślam – są takie osoby). Myślę, że jego artykuł miałby wtedy inny ton – bliższy temu z notki S. Krawczyka.

    Natomiast problem naddiagnozy i niepotrzebnego przepisywania leków jest ważny. Interesujące jest np. dlaczego dotyczy to bardziej USA niż Europy. Interesujący jest też przykład Polski gdzie psychiatrzy się wzbraniają przez przepisywaniem metylefenidadu i wolą oskarżać rodziców (głównie matki) o „bezstresowe wychowanie”. To są pytania dla socjologa medycyny.

     
    • Krzysztof

      Czerwiec 20, 2013 at 12:10 pm

      @meinglanz
      „Myślę, że jego artykuł miałby wtedy inny ton”
      Zakładam, że słowo „artykuł” odnosi się do linkowanego tekstu ze „Studiów Socjologicznych”. Jeśli tak, to trzeba pamiętać o tym, że ton artykułu naukowego zależy raczej od stylistyki autora, a nie jego nastrojenia emocjonalnego wobec tematu.

      „A panu M. Wróblewskiemu poleciłbym wolontariat w jakimś ośrodku terapii nerwic dziecięcych, gdzie można zobaczyć jak zachowują się dzieci z ekstremalną nadpobudliwością”
      Przyjmuję, że ta uwaga wynika z przypisania Autorowi negowania realności ADHD. Jeśli tak, to jest to błąd lub zwyczajne nieporozumienie.
      Michał nigdzie nie pisze (ani tak nie myśli), że ADHD jest nierzeczywiste, bo można wskazać tu na ważną rolę koncernów, prawodawstwa amerykańskiego, czy sporów wokół badań.
      Mówi coś przeciwnego – realność ADHD jest bardzo złożona, ale możemy spróbować tę złożoność opisać kawałek po kawałku.
      W dłuższy i dokładniejszy sposób robi dokładnie to, co Ty w zdaniu: „Interesujący jest też przykład Polski gdzie psychiatrzy się wzbraniają przez przepisywaniem metylefenidadu i wolą oskarżać rodziców (głównie matki) o “bezstresowe wychowanie””. Też pokazujesz jak zmienia się rzeczywistość choroby (przesunięcie akcentu z chemii na wychowanie) w zależności od tego, w jaki sposób zostanie to ujęte przez ekspertów.

       
  5. meinglanz

    Czerwiec 20, 2013 at 4:37 pm

    @Krzysztof
    Zakładam, że słowo “artykuł” odnosi się do linkowanego tekstu ze “Studiów Socjologicznych”. Jeśli tak, to trzeba pamiętać o tym, że ton artykułu naukowego zależy raczej od stylistyki autora, a nie jego nastrojenia emocjonalnego wobec tematu. ”

    Ja nie odnoszę się do stylistyki, ale to nastawienia emocjonalnego – w paru miejscach Autor w kilku miejscach wykracza poza opis rozwoju teorii naukowej i zajmuje się „recenzowaniem” artykułów pisanych przez psychiatrów. Używa nawet określenia „rzekomo chore”. Sceptycyzm wobec teorii natywistycznej jest w tekście widoczny.

    Ponad to trzeba pamiętać, że medykalizacja czy też chemizacja psychiatrii bardziej dotyczy praktyki lekarskiej niż rozwoju teorii naukowej, w której ADHD ma status złożonego zjawiska. Takie, a nie inne nastawienie lekarzy i szpitali ma związek chociażby z strukturą służby zdrowia w USA i Europie.

     
    • Krzysztof

      Czerwiec 20, 2013 at 11:16 pm

      @meinglanz
      Określenie „rzekomo chorymi” pojawia się tylko w jednym miejscu (s. 21) i jak rozumiem z kontekstu stanowi część omówienia badań, w których jedna z grup składała się z osób uznanych za chore. Może nie jest to najszczęśliwsze sformułowanie, ale moim zdaniem dość wyraźnie chodzi o podkreślenie tego założenia. W ogóle cały fragment tekstu, w którym się to znajduje poświęcony jest omówieniu wewnątrznaukowych sporów wokół ADHD toczonych na różnych poziomach.

      Nie jest to argument: ale wiem, że Autor nie ma tu żadnego nastawienia emocjonalnego. Tzn. interesowało go opisanie złożoności tych sporów. Myślę, że to, co określasz mianem „recenzowania artykułów” stanowi element przedstawiania stanowiska, które jest polemiczne. Ale stanowisko to należy do któregoś z uczestników sporu, a nie Autora.

      „Sceptycyzm wobec teorii natywistycznej jest w tekście widoczny. ”
      Zaryzykuję pewną hipotezę i poproszę o jej ewentualne skorygowanie: przy pewnym analitycznym treningu opisanie sporów, czy słabych miejsc jakiegoś podejścia nie łączy się z odrzucaniem tego podejścia. Jednakże w trybie codziennym, raczej tak nie działamy i pokazywanie szwów łączymy ze sceptycyzmem i odrzuceniem.

      Pozwoliłem sobie na tę uwagę, bo wielokrotnie studia nad nauką wywoływały właśnie takie wrażenie sceptycyzmu, niszczenia, godzenia w naukę. Tymczasem opisując naukę w jej formie „gorącej” (spory, kontrowersje, niepewności) odrzucają one po prostu obraz nauki jako dostarczycielki notek encyklopedycznych.

      Wiem, że ową chemizację Michał analizował przy innych okazjach i wiem, że to złożona kwestia.

       
  6. Michał

    Czerwiec 21, 2013 at 9:24 am

    W pełni rozumiem, że tego typu studium może rodzić wiele nieporozumień i krytykę, dlatego być może przedstawię kilka uwag, które w tekście się nie znalazły, a które być może rozwieją niektóre wątpliwości:

    1. Odsyłanie mnie do ośrodka terapii nerwic dziecięcych sugeruje, że miałbym postrzegać ADHD jako wymyśloną chorobę. Nic bardziej mylnego. Z przyjętej perspektywy teoretycznej (teoria aktora-sieci) coś takiego, jak ADHD jest bardzo realne, ponieważ związane jest z szeregiem praktyk, które mają miejsce na różnych poziomach tego, co społeczne. I ta realność najbardziej mnie interesuje. Z tych samych powodów można mówić o realności kontrowersji. Abstrahując od takiego rozumienia realności, to jestem przekonany, że w również w potocznym sensie problem nadpobudliwości istnieje i jest problemem ściśle medycznym. Sam znam bądź słyszałem o osobach, które mają bardzo poważne problemy z zachowaniem i skupieniem uwagi. Rekonstrukcję kontrowersji oparłem m.in. na świetnej książce L. Dillera „Running on Ritalin”. Jest to lekarz, świadom wszystkich problematycznych kwestii związanych z ADHD, który w swojej praktyce ani nie neguje realności choroby, ani nie odrzuca całkowicie leczenia farmakologicznego. Diller nie stanowi tutaj jakiegoś wyjątku, gdyż większość przeciwników naturalistycznego wyjaśnienia nie neguje istnienia choroby, ale wskazuje na problem naddiagnoz i zbyt częstego przepisywania leków.
    2. Odtwarzając kontrowersję nie podważam autorytetu nauki – wręcz przeciwnie. Jeżeli dobrze prześledzić bibliografię, to przecież można dostrzec, że owi krytycy naturalistycznej definicji ADHD, to również naukowcy. Są to lekarze, psychologowie, socjologowie, ale również przedstawiciele nauk przyrodniczych. W związku z tym, nie dokonuje „recenzowania” artykułów pisanych przez psychiatrów, lecz jedynie powołuje się na takie „recenzowanie”, którego dokonali inni psychiatrzy, posiadający do tego o wiele większe kompetencje niż ja.
    3. Rzeczywiście, medykalizacja jest problemem o wiele szerszym niż rozwój teorii naukowej. I to jest, mam nadzieję, widoczne w artykule, który poświęca wiele miejsca na omówienie innych obszarów (prawo, instytucje III sektora, publikacje popularyzatorskie itp.) związanych z interesującym mnie problemem.
    4. Jednym z przedmiotów mojego zainteresowania było opisanie dynamiki kontrowersji, a nie stawanie po którejś ze stron konfliktu. Służy temu rekonstrukcja sporu o definicję choroby, jaki rozegrał się w latach 2002-2004 na łamach pewnego czasopisma naukowego. Cały ostatni podrozdział jest zresztą analizą kontrowersji z punktu widzenia ANT. Być może powinienem uniknąć pewnych niefortunnych zwrotów, sugerujących, że mówię językiem samej kontrowersji. Przekazywanie czytelnikowi sceptycyzmu nie było jednakże moim celem, a jedynie udowodnienie (być może miejscami zbyt retoryczne) realności samej kontrowersji, pokazanie, że nie pochodzi ona z ust jakichś nastawionych spiskowo oszołomów i że podnosi bardzo ważne argumenty w dyskusji na temat ADHD.
    5. Na stronie 148 dokonuję sytuowania swojej opowieści, pisząc, że analiza dotyczy głównie kontekstu amerykańskiego. Z różnych powodów sytuacja USA, jeżeli idzie o medykalizację, jest wyjątkowa. Mam świadomość, że wiele procesów opisanych przeze mnie działa inaczej w kontekście europejskim, a ściślej, w polskim. Moja analiza ma sens o tyle, że pokazuje powstawanie definicji pewnej choroby, która w mniejszym lub większym stopniu upowszechniła się bądź upowszechnia się poza kontekstem swojego wytworzenia. Owo przechodzenie definicji ADHD z kontekstu amerykańskiego do innego kontekstu jest osobnym problemem, niemniej godnym uwagi i szalenie ciekawym.

     
  7. kamysto

    Lipiec 14, 2013 at 11:48 pm

    Bardzo interesujący wpis. Postaram się wpadać częściej.

     

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: